czwartek, 19 maja 2016

Chapter 6


Droga, którą prowadzi mnie ruda dłuży się niemiłosiernie. Chcę jak najszybciej dowiedzieć się kim jest „Mrok”. Ta myśl nie daje mi spokoju i sprawia, że jestem jeszcze bardziej niecierpliwa. Przez to wydaje mi się, iż idziemy cały dzień do osoby, która jako jedyna może pomóc mi i wskazać odpowiedzialnego za śmierć moich rodziców.
— Daleko jeszcze? — pytam jak zniecierpliwiony bachor.
— Sama powinnaś wiedzieć. —  Wzdycha. —  Nie pamiętasz tej drogi?
Przez ułamek sekundy nie mam zielonego pojęcia, o co może jej chodzić. Rozglądam się dookoła zdezorientowana.
— Droga jak droga, co w niej nadzwyczajnego?
— Nie załamuj mnie, kobieto. — Przewraca teatralnie oczami. — A którędy zawsze chodzimy do Jordana i Christiana?
Zatrzymuję się patrząc na nią pytająco.
— Po co do nich idziemy? Miałaś zaprowadzić mnie do kogoś, kto potrafi wyszukać informacje na temat „Mroku”. — Krzywię się.
Dziewczyna przystaje kilka kroków dalej ode mnie. Spogląda na mnie z żalem, ale także z nutką irytacji. Nie dziwię się jej. Jestem teraz w stanie rozpaczy, której nie pokazuję. Wygląda ona zupełnie inaczej niż ostatnio. Nie wybucham teraz płaczem, lecz złością. Jednak nie wiem czym jest spowodowana irytacja mojej przyjaciółki.
— Christian jest informatykiem i pracuje w branży informatycznej. Właśnie skończył dzisiejszą zmianę i jestem pewna, że z chęcią ci pomoże. Jak zawsze zapominasz o teraźniejszości i tylko żyjesz przeszłością oraz tragedią, jaka cię spotkała.
Dopiero w tej chwili zdaję sobie sprawę, iż ona ma rację. Zajmuję się wydarzeniami minionych lat całkowicie zapominając, co się wokół mnie dzieje. Nasz przyjaciel dostał się do wymarzonej pracy dla niego. Jest świetny z informatyki, zawsze mi pomagał kiedy nie radziłam sobie z tym przedmiotem w szkole. Robi mi się trochę głupio, że nie pamiętam tak istotnej rzeczy.
Nic nie mówiąc ruszam przed siebie, a Catia zaraz za mną. Całą drogę nie odzywam się ani razu do przyjaciółki. Idę pewnie przed siebie, przypominając sobie całą długość trasy, jaką muszę pokonać, by znaleźć się u Christiana. W sumie przechadzka tam mija jak z bicza strzelił. Z pośpiechu i zamyślenia mijam nawet jeden z zakrętów, w który powinnam skręcić, ale to mała strata, gdyż jest jeszcze jeden, którym można się dostać do kamienicy kolegów. Gdy docieramy na miejsce dzwonię domofonem do przyjaciela.
— Tak? — odzywa się głos z urządzenia.
— To my. Wpuścisz nas? — pytam.
Bez dalszej zbędnej wymiany słów zostajemy wpuszczone do środka. Chłopcy mieszkają na trzecim piętrze, więc namęczymy się wchodząc po schodach. Akurat windy nie działają, ponieważ są remontowane. Już tak niewiele dzieli mnie od mieszkania Christiana. Nie zamierzam odpuścić, nic mnie nie powstrzyma nawet te cholerne schody, których jest dużo przed poznaniem tożsamości osoby, która może być odpowiedzialną za śmierć moich rodziców. Pokonuję dystans wchodząc po dwa schodki na raz. Czuję się jak na wspinaczce górskiej. Tutaj ułatwieniem jest to, że nie ma przy nas jakiejś przepaści tylko poręcz. Po dotarciu na trzecie piętro niemalże biegnę pod drzwi z numerem 23.
— Zwolnij, przecież się nie pali! — krzyczy za mną zdyszana Catia, ale ja nie chcę jej słuchać.
Pędzę, jakbym uczestniczyła w maratonie, a ona jest moją ostatnią przeciwniczką do wyprzedzenia i odebrania jej pewnego zwycięstwa. Muszę dotrzeć jak najszybciej do przyjaciela. Nie ważne ile muszę poświęcić, dowiem się kim jest „Mrok”. Tyle wycierpiałam przez niego, że nie mogę przejść obojętnie na wieść o tym, iż to on może być sprawcą morderstwa jedynych bardzo bliskich mi osób. Co prawda nigdy nie wierzyłam pismakom ani reporterom, lecz dzisiejszy reportaż został poparty faktami i opowiedzieli się za tym policjanci z Sydney. Może nie wierzę im na sto procent, ale przynajmniej dostarczyli mi jakiś trop. Teraz przynajmniej wiem kogo mam szukać. Nie odpuszczę, nie mogę, nie po tym wszystkim.
Ledwo udaje mi się wyhamować przed drzwiami. Mało brakowało, a moja twarz miałaby niemiłe spotkanie z drewnianymi drzwiami, gdybym w porę nie zaczęła zwalniać. Dzwonię dzwonkiem i czekam, aż przyjaciel mi otworzy, starając się złapać oddech. Gdy drzwi otwierają się, a moim oczom ukazuje się wysoki blondyn o niebieskich niczym wzburzone morze oczach i nieskazitelnej cerze ubrany w obcisłą czarną koszulkę oraz jeansy, nie potrafię ukryć swojej radości.
— Christian, musisz mi pomóc — mówię po chwili wpatrywania się w niego.
Wyraz twarzy z radosnej od razu zmieniam na poważny. Chłopak rozumie, że stało się coś niepokojącego, ponieważ bardzo dobrze mnie zna.
— Dziewczyno, to nie wyścigi — krzyczy z końca korytarza Catia.
Dziewczyna ledwo idzie chwiejąc się to na lewo, to na prawo. Widać, iż jej kondycja nie jest najlepsza, a już na pewno gorsza od mojej. Ruszamy z Christianem w jej stronę, żeby pomóc przyjaciółce zajść do mieszkania kolegi.
— Wybacz, ale wiesz ile to dla mnie znaczy. — Rzucam jej przepraszające spojrzenie. — Ty byś na moim miejscu postąpiła tak samo.
— Narażasz mnie na utratę zdrowia! — Udaje oburzoną. — Przy tobie idzie oszaleć i dostać zakwasów! Na co ja się w ogóle piszę!
— Też Cię kocham. — Uśmiecham się. — Trochę biegania ci nie zaszkodzi. Nie umrzesz od tego.
— Kto by pomyślał. Dwie dziewczyny ścigają się o to, która pierwsza przybiegnie do mnie. Co wy jeszcze wymyślicie? Walkę w kisielu? Zapasy? Christiana wystarczy dla wszystkich. — Chłopak od razu podłapuje klimat.
— Walka w kisielu? Nigdy o tym nie myślałam. Catia, może spróbujemy? — pytam się przyjaciółki rozbawiona.
— Jeśli przed walką nie będziemy się ścigać, to jestem za — ledwo wypowiada te słowa.
Jakoś udaje nam się dotrzeć do mieszkania niebieskookiego podtrzymując rudowłosą. Od razu kierujemy się w stronę kuchni. Całe pomieszczenie jest zachowanie w odcieniach bieli. Za ogromnymi, drewnianymi drzwiami z małymi szybkami pomalowanymi na biało, kryje się kuchnia z jadalnią jednocześnie. Prowadzi nas do niej wzorzysta paskowana czarno-biała posadzka. Wszystkie meble są tego samego odcienia poza stołem jadalnym z dębowego drewna oraz drewnianych krzeseł z aksamitnego obicia w kolorze kasztanu.
Odwiedzałyśmy tutaj kolegów nie raz, ale za każdym razem zadziwia mnie to wnętrze. Jestem pod wielkim wrażeniem tego mieszkania. Niezwykle piękne, umiejscowione w najspokojniejszej dzielnicy Woodstown. Co prawda nie ma tutaj bezpiecznych miejsc, ale to jest akurat najrzadziej odwiedzane przez różnego rodzaju dziwnych typów chcących popełnić czyn karalny. W porównania do centrum miasta, od którego jest oddalone najbardziej, to jest czymś w rodzaju nieba. Można liczyć na spokojną noc bez myśli, że przyjdzie jakiś niechciany gość, chcący cię zadźgać w nocy. Pomagamy usiąść Catii na jednym z krzeseł, po czym oboje zajmujemy siedzenia obok niej.
— A więc w czym mam pomóc? — wypytuje blondyn przełamując ciszę.
— Oglądałeś dzisiejsze wiadomości? — Spoglądam na niego wyczekująco.
— Nie.
— Był reportaż o morderstwach w Sydney. Wiele z nich zostało połączonych z jedną osobą zwaną „Mrok”. Również śmierć moich rodziców nie jest przypadkowa, podejrzewa się, iż ta osoba mogła ich zamordować. Do tej pory nikt nie zna jego tożsamości — wypowiadam wszystko jednym tchem.
— I chcesz, żebym dowiedział się, kim on jest? — chłopak od razu trafia w sedno sprawy.
— Owszem — odpowiadam pewnie.
— Sama twierdzisz zawsze, że nie wierzysz w bzdury, jakie wygadują media. Nagle zmieniłaś zdanie? — dziwi się bardzo.
— To jest oparte na zeznaniach śledczych z Sydney. Proszę cię, Christian. — Patrzę na niego błagalnie. — Muszę znać prawdę. Chcę spojrzeć prosto w oczy temu gnojowi i przekonać się, czy to jest prawdą.
— Jeśli założymy, że faktycznie on zabił twoich rodziców, to spotkanie z nim będzie samobójstwem — do rozmowy włącza się Catia.
— Zrozumcie mnie, ja muszę się z nim spotkać. Nieważne ile mnie to będzie kosztowało, ale chcę znać prawdę. Najlepiej będzie ją usłyszeć z jego ust — próbuję ich przekonać do swoich racji.
— To szaleństwo — rudowłosa od razu wyraża opinię.
— Pomogę ci — mówi Christian.
Nie mogę uwierzyć w jego słowa. Jako jedyny chce udzielić mi wsparcia i odnaleźć osobę, z którą chcę się spotkać wiedząc, iż istnieje prawdopodobieństwo, że jest on mordercą.
— Co?! Zwariowałeś do reszty?! — ruda się oburza.
— Spójrz na nią. W takim stanie nawet jak odmówię, to znajdzie inny sposób, by spotkać się z tym kolesiem. Już wolę jej pomóc, ale pod pewnym warunkiem. — Spogląda na mnie przenikliwie.
— Zgodzę się na każdy warunek — odpowiadam automatycznie.
— Jak go znajdziemy, wymyślimy plan i pójdziemy na to spotkanie z tobą — wypowiada pewny siebie.
— Nie! — wrzeszczę.
— Podejrzewasz go o zamordowanie twoich rodziców. Jeśli się jednak okaże, że jest niewinny to i tak pozostaje niebezpieczny. Jeżeli nie zgadzasz się na tą opcję, to kończymy rozmowę. — Po tonie głosu mogę stwierdzić, iż mówi poważnie.
— Nie chcę was w to mieszać. Nie wiem czego można się po nim spodziewać, a nie pozwolę wam narażać życia dla mojego celu jakim jest ustalenie prawdziwości tego, co podały media — mówię stanowczo, zaciskając dłonie w pięści.
— Za późno, już jesteśmy w to wplątani. Nie darujemy sobie do końca życia, jak okaże się, że zginęłaś, a my mieliśmy okazję cię powstrzymać, lecz tego nie zrobiliśmy. — Rudowłosa nagle zmienia swoje nastawienie.
— Skoro nie możemy zabronić ci iść, to nie pozostawiasz nam wyboru. Wybierzemy się tam z tobą. Mamy większe szanse na przetrwanie razem o ile nie zginiemy wszyscy — dodaje Christian.
— To absurdalne. Chcecie pójść za mną w nieznane, być może nawet na pewną śmierć? — pytam zaskoczona.
— Sieroty z bidula trzymają się razem. Mamy tylko siebie — odparła Catia.
— Jesteście wkurzający... — na chwilę się zamyślam — ale za to właśnie was kocham.
— A więc jak będzie? — Blondyn podpiera łokcie o blat stołu.
— Niech wam będzie — burczę pod nosem.
Na ich twarzach pojawiają się uśmiechy satysfakcji. Chłopak bez zbędnego przeciągania udaje się do swojego pokoju, a po chwili wraca z laptopem w dłoniach. Włącza urządzenie i rozpoczyna przeszukiwanie wszechwiedzącego Internetu w poszukiwaniu mojego celu. Wstukuje na klawiaturze frazę „Mrok”, po czym czeka zniecierpliwiony na wyświetlenie się jakichkolwiek stron, na których mogą znajdować się jakieś informacje. Catia nadal siedzi spokojnie w przeciwieństwie do mnie. Z nerwów stukam paznokciami o blat. Zaraz dowiem się kto jest oskarżony przez media o zamordowanie moich rodziców. Zaraz dowiem się przez kogo cierpiałam przez te lata. Zaraz dowiem się kim jest człowiek, którego się pozbędę.
Można powiedzieć, że troszeczkę oszukałam moich przyjaciół, ale cel uświęca środki. Nigdy nie zgodziliby się mi pomóc, gdybym powiedziała, iż chcę go odnaleźć, by go zabić. Niczego bardziej nie pragnę na świecie niż zemsty. Życie za życie — to bardzo proste. Tylko czy będę potrafiła to zrobić? Drobna dziewczyna wyglądem przypominająca zagłodzone dziecko? Tego nie wiem. On może i jest niebezpieczny, może jest gangsterem poszukiwanym przez Australię, lecz nie dbam o to. Mogę wyobrazić sobie tę chwilę. Stoję przed nim, spoglądam głęboko w jego oczy, z których bez problemu wyczytuję jego winę. Ta część jest łatwa, ale gorzej będzie go sprzątnąć. Nie jestem morderczynią, jednak nie mam zamiaru mu odpuścić. Choćbym miała poświęcić wszystko, co posiadam, pomszczę moich rodziców. Nie mogę narażać Christiana i Catii na takie zagrożenie, dlatego nie zabiorę ich ze sobą. Umówię się z nimi na pewien termin, a na spotkanie z tym całym „Mrokiem” wyruszę dzień wcześniej. Wcisnę rudowłosej jakieś dobre kłamstwo, niestety nie będzie to proste, bo dziewczyna głupia nie jest, ale nie mam innego wyboru.
Pomrukiwania niebieskookiego dopiero wyrywają mnie z zamyśleń.
— Co jest? — pytam zdziwiona.
— Jest strasznie mało stron na jego temat, a w zasadzie doszukałem się informacji na głównej stronie poczty internetowej.
— Jak to możliwe? — Moje źrenice rozszerzają się do wielkości dwudolarowej monety.
— Wszystkie strony sprowadzają się do tej samej. Wszędzie są te same informacje. Nasz rząd jest bezradny. Nikt nie zna tożsamości „Mroku”. Przypisuje mu się wszystkie przestępstwa w Woodstown i kilkanaście w Sydney — wyczytuje wszystko, co mnie interesuje.
Wstaję z miejsca nie mając pojęcia, jakim tropem pójść, by go odnaleźć. Z nerwów oraz bezradności zaczynam chodzić po całej długości pomieszczenia, w którym się znajdujemy. Co jakąś chwilę klnę pod nosem i chowam twarz w dłoniach. Jakim cudem on nigdy nie został złapany? Nikt go nie widział.
— On nie może być do cholery niewidzialny. — Uderzam pięścią o blat stołu.
— Przykro mi. Nic nie przeoczyłem. Czy to nie świadczy o tym, że nie mamy do czynienia z byle kim? Znalezienie go jest niemożliwe, a wręcz graniczące z cudem — mówi spokojnie Christian.
Skoro nawet on nie dał rady dowiedzieć się kim jest „Mrok”, to jakie ja mam szanse? Nie mam najmniejszego zamiaru rezygnować. Ani trochę nie zniechęcam się do dalszych poszukiwań. Przyda się tylko jeden niewielki ślad. Ten ktoś nie może być bezbłędny. Mam stuprocentową pewność, że miał jakąś wpadkę i ktoś wie coś na jego temat, ale to ukrywa. Perfekcja nie istnieje, więc tym bardziej jego przestępstwa nie mogą być wykonane perfekcyjnie.
— Marisa, opanuj się. Znajdziesz go, jestem tego pewna, lecz nerwy nic ci teraz nie dadzą. — Catia stara się mnie uspokoić.
— To nie jest takie proste. Christian, dziękuję, że chciałeś mi pomóc i zmarnowałeś swój czas na szukanie informacji o tym gościu. Powinnyśmy z Catią się już zbierać, bo za niedługo będzie kolacja w sierocińcu. Nie chcę martwić pani Allen naszą nieobecnością, więc lepiej będziemy się już zbierać. — Podchodzę do przyjaciela, po czym przytulam go.
— Nie ma sprawy. Żałuję tylko, iż nie pomogłem. — Odwzajemnia uścisk.
Gdy ruda również kończy żegnać się z naszym przyjacielem, obydwie opuszczamy jego mieszkanie. Tym razem już bez zbędnego pośpiechu schodzimy po schodach, kierując się w stronę wyjścia z kamienicy.
Nadal jestem wściekła, dlatego wolę nie odzywać się do przyjaciółki, gdyż mogłoby skończyć się to wymianą niepotrzebnych zdań. Zawsze w złości gadam różne rzeczy, które nie są przyjemne i wielokrotnie raniłam w ten sposób moich najbliższych. Za każdym razem dziwiłam się, że wybaczali mi dość szybko, ale nie potrafimy długo się na siebie gniewać. Taka jestem i nic na to nie poradzę. Lepiej w takiej sytuacji dodatkowo mnie nie drażnić.
Opuszczając wnętrze ogromnej budowli czuję powiew wiatru mierzwiący moje włosy. To świeże powietrze pomaga mi w jakiś sposób oczyścić swój umysł z negatywnych emocji, jakie w tej chwili w sobie skrywam. Niestety Catia nie ma zamiaru poczekać, aż całkowicie się uspokoję.
— Ten koleś popełni kiedyś błąd, a wtedy go odnajdziemy.
— A wtedy nasze spotkanie nie skończy się dla niego dobrze. — Szeroko się uśmiecham na tą myśl.
Dopiero po upłynięciu kilku sekund zdaję sobie sprawę, co ja takiego powiedziałam. Zanim jednak zdążam jakoś przekręcić moją wypowiedź, Catherine reaguje automatycznie i mnie ubiega.
— Z tego, co mówiłaś mnie i Christianowi, chciałaś tylko z nim porozmawiać. Co ty tak naprawdę chcesz zrobić? Zabić go?
— Przestań. Musiałaś coś źle usłyszeć. — Staram się wybrnąć z tej sytuacji.
— Słuch mam akurat dobry. Nie próbuj mnie oszukać, tylko odpowiedz!
— A nawet jeśli, to co? To nie twoja sprawa, ani ciebie to nie dotyczy, więc się nie wtrącaj — odpowiadam oschle.
— Jak nie moja sprawa? Mieliśmy iść tam z tobą, żebyś pogadała z tym gościem. — Rudowłosa coraz bardziej się irytuje.
— Istnieje ryzyko, iż by nas zaatakował. Gdyby mi powiedział, że on to zrobił, nie zawahałabym się nawet przez chwilę. Chcę zemsty bardziej niż czegokolwiek na świecie. Z resztą i tak go nie znajdziemy, więc nie masz się czym martwić. — Chcę zakończyć temat.
— Fakt, ale to jest wątpliwe. Poszlibyśmy we trójkę, a on byłby sam. Ktoś taki nie może być tak głupi, żeby rzucać się na trzy osoby. — Przyjaciółka jak widać nie ma dość.
Postanawiam nie dokańczać z nią tej rozmowy ani nie wdawać się w kolejne konwersacje z jej osobą. Wystarczy, że się wygadałam, co do moich planów. To jednak mała strata. Ona nic nie zrobi z tą wiedzą. Gdyby znalazła się na moim miejscu, chciałaby postąpić podobnie. Coś trudno mi uwierzyć, iż nie próbowałaby podjąć żadnych działań, by ukarać sprawcę jej cierpienia. Wszyscy ludzie są tacy sami. Kiedy stanie im się krzywda chcą zemsty. Możemy zaprzeczać, ale to jest fakt.
Mijamy ulicę za ulicą kierując się w stronę sierocińca. Droga przebiega dość cicho i spokojnie. Już bardziej wolę ciszę od kłótni. Jednak będąc praktycznie pod sierocińcem czuję, jak Catia lekko trąca mnie łokciem.
— O co chodzi? — pytam.
— Widzisz tego kolesia z tyłu? Idzie za nami od mieszkania Christiana.
Dyskretnie odwracam wzrok i nie mogę uwierzyć własnym oczom. Przez moment myślę, że mam jakieś omamy, ale to, co widzę jest jak najbardziej prawdziwe.
— On szedł dzisiaj za nami, aż pod samą szkołę. Mam dość tego, iż za nami łazi — mówię wściekła.
Odwracam się gwałtownie i kroczę pewnie w stronę nieznajomego blondyna, który podąża za mną przez cały dzień. Na próżno liczyłam, że go zgubiłam. Catia również postanawia dowiedzieć się, kim jest ten koleś. Chłopak po prostu zaczyna przed nami uciekać.
— Ej, ty! Stój! — krzyczę.
Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. Przyspieszamy, żeby nie zgubić go z oczu. Niebieskooki jest niezwykle szybki. Zbacza z chodnika przy głównej drodze, by wbiec w jakąś boczną uliczkę. Moja rudowłosa przyjaciółka dość szybko odpada, ponieważ ma słabą kondycję. Ja niestety też odczuwam spadek sił. Blondyn jak gdyby nigdy nic biegnie dalej, a nawet jeszcze przyspiesza. Wbiega w kolejną boczną uliczkę. Prawie nie czuję tchu, jednak nadal staram się go dogonić. Mój wysiłek okazuje się daremny. Wbiegając w tą samą uliczkę przy jednym z bloków, za którą zniknął chłopak, czekało mnie rozczarowanie. On jakby rozpłynął się w powietrzu. Przebiegam całą uliczkę rozglądając się dookoła licząc, iż gdzieś się ukrywa. Na końcu uliczki docieram jedynie do ślepego zaułka. Zostaje jeszcze jedna możliwa opcja, czyli skręcić w prawo. Ta droga dociera do głównej ulicy. Nigdzie nie zauważam jednak nieznajomego. Opieram dłonie na kolanach chcąc złapać oddech. Nie mam pojęcia, gdzie ten chłopak się podziewa.
— I jak, znalazłaś go? — po chwili słyszę głos Catii.
— Nie. On po prostu zniknął.



Znowu rozdział taki sobie, ale był pisany już kiedyś xD Hmm jak zawsze mogę narzekać na niego cały dzień, ale nic mi to nie da xD Już niedługo i maj się będzie kończył. Trzeba wytrzymać do wystawienia ocen... Nie mam nawet jak się tłumaczyć, że nadrabianie rozdziałów stoi w miejscu, bo ta nauka. Czasem udaje mi się nadrobić zaległości jak nie czytałam 1/2 rozdziałów, gorzej jak jest tego więcej. Koniec marudzenia... Wziąć się w garść trzeba :) Co myślicie o tym blondynie? Kim on może być? Czego chce od dziewczyn? Dlaczego nagle uciekł? Jakąż to grę prowadzi?

9 komentarzy:

  1. Hejo kochana!
    Rozdział jak zawsze cudowny ♥
    Muszę powiedzieć, że bardzo lubię Christiana. Może pojawił się na krótko, ale polubiłam chłopaka. Ma poczucie humoru :D
    „Co wy jeszcze wymyślicie? Walkę w kisielu? Zapasy? Christiana wystarczy dla wszystkich.” kooocham to!! ♥♥♥
    Miło z jego strony, że pomógł, a raczej chciał pomóc Marisie. W ogóle to aż cieplutko robi się na sercu, kiedy przyjaciele chcą pomóc przyjaciołom, nawet wtedy, gdy im samym może zagrażać niebezpieczeństwo. Mrok na pewno nie jest bezpiecznym gościem (zaczęłam odnosić wrażenie, że on to może być tym tajemniczym blondynem, ale wątpię, bo chłopak za pewne jest młody xD).
    Upsik. Marisie wymknęło się, co planuje xD Uważam jej plan za odważny, tylko nie wiem, czy rzeczywiście byłaby w stanie zabić, Nie wygląda na osobę, która z łatwością zrobiłaby taką rzecz, jednak jak człowiekiem kieruje nienawiść i chęć zemsty... Wszystko jest możliwe. Hehehe. Nawet w ostatnim odcinku Gotham koleś, który jest trochę pokręcony (ale mimo to go kocham ♥), wygląda na takiego sympatycznego i wg, zabił gościa... A później go poszatkował xD Więc może Marisa również tylko wygląda na taką grzeczną, a w głębi siebie kryje ten mrok? :D
    Ten chłopak... Kiedy zostało o nim wspomniane, od razu na twarzy zawitał mi uśmiech. Wprawdzie pojawiał się tyko na chwilkę i jeszcze nic o nim nie wiem... Ale czuję, że go polubię. Zaraz... Ja już go lubię! Tak nie mogę się doczekać,kiedy w końcu nadarzy się sytuacja, kiedy to porozmawia z Mrisą. Nie ważne, co ma się stać, ja tak baaardzo chcę się w końcu czegoś o nim dowiedzieć... Musisz koniecznie szybko dodać nowe rozdziały, bo chyba oszaleję z niecierpliwości, serio xD
    Tak więc.... Z wielką niecierpliwością czekam na nn ♥
    Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :*
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mrok" na pewno nie jest bezpieczną osobą xD Czy on jest tym tajemniczym blondynem? Okaże się xD Marisa chce się zemścić (jak każda skrzywdzona osoba), ale czy faktycznie da radę? Czy w ogóle znajdzie tego gościa? xD Hehehe niestety nie mogę zdradzić kiedy będzie ich rozmowa :P
      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
  2. Podoba mi się, naprawdę cholernie mi się podoba i czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie bardzo wiem od czego zacząć, bo ten rozdział był pełny fragmentów, do których mam jakieś 'ale'. Nie chciałabym Cię w żaden sposób urazić, czy zniechęcić, ale szczerość to podstawa, więc powiem, co leży mi na sercu.

    Wiem, że to co opisujesz dzieje się z perspektywy bohaterki i dlatego niektóre wydarzenia są przedstawiane dość jednostronnie. Mimo to odniosłam wrażenie, że mamy tutaj do czynienia z czymś, co jest na blogspocie aż nadminnie stosowane. W jednej chwili bohaterka jest zwykłą, niewyróżniającą się dziewczyną z bidula, a w drugiej, zamierza odnaleźć jakiegoś nieuchwytnego zabójcę i pomścić śmierć rodziców. Powiedz mi, jakim cudem? Policja nie wie, jak on wygląda, nie potrafi go namierzyć, niewiele o nim wie, a pojawia się jakaś gówniara i pewnie zaraz trafi na jego trop. Poza tym ten cały Chris nie jest jakimś informatykiem policyjnym, nie ma dostępu do bazy danych policji, nie wie w jaki sposób mógłby dotrzeć do faceta, którego nikt nie widział na oczy i co? Jak on ma zamiar go odnaleźć? Lex, wydaje mi się, że to jest trochę... mało realistyczne. Tym bardziej, że bohaterka ma problem z tym, żeby wyjść na 3 piętro. 3 piętro! ;OO (co to za wyczyn, wejść na 3 piętro bez windy?). Przeżywa to, jakby musiała wejść na 10-te, męczy się, czuje jak na wspinaczce i ona chce stanąć twarzą w twarz z groźnym bandytą?

    Dalej. Dziewczyna jest załamana, dowiedziała się o morderstwie rodziców, po czym wchodzi do domu kumpla i... zaczynają się żarty. Ciul z tym, że właśnie dowiedziałam się , że moi starzy zostali zamordowani, pożartujmy o walce w kisielu, śmiejmy się do rozpuku! No miałam wrażenie, jakbym znalazła się w jakimś innym rozdziale, w innej części wydarzeń. To było oderwane od rzeczywistości.
    Opis mieszkania też wydał mi się nie na miejscu. Hej, dziewczyna powinna być zdruzgotana, a ona rozpływa się i zachwyca tym jak piękne kumpel ma lokum.
    " Za późno, już jesteśmy w to wplątani. " - a niby jak? Nie sądzę, żeby cokolwiek go z tym Mrokiem łączyło.
    "— Niech wam będzie — burczę pod nosem." - a to znowu zabrzmiało, jakby robiła im łaskę. Chcecie ryzykować za mnie życie, cholera no dobra, niech już wam będzie!
    "Na ich twarzach pojawiają się uśmiechy satysfakcji. " - juhu, będziemy mogli stanąć twarzą w twarz z mordercą, ale odlot. Dzięki że nam dajesz na to szansę!
    "Nasz rząd jest bezradny" - aha, i rząd jest bezradny, a oni nie?
    "Skoro nawet on nie dał rady dowiedzieć się kim jest „Mrok”" - NAWET ON? To kim on jest? Specem w dziedzinie kryminalistyki? Detektywem światowej klasy?
    " żebyś pogadała z tym gościem" - aha, więc planem jest znalezienie nieuchwytnego mordercy, żeby sobie z nim pogadać?
    "Poszlibyśmy we trójkę, a on byłby sam. Ktoś taki nie może być tak głupi, żeby rzucać się na trzy osoby" - trójka dzieciaków kontra morderca. Aha, i według Catheriny to morderca nie ma szans? A co oni mu zrobią, nawet w trójkę?

    Tak jak mówiłam, wiem, że opowiadanie jest pisane z perspektywy jednej osoby, ale... za dużo tutaj było takiej naiwności. Miałam ochotę przez cały rozdział bić się dłonią o czoło, bo bez przerwy zastanawiałam się, co oni kurde gadają... Nie mam nic przeciwko temu, żeby bohaterka popełniała błędy, albo robiła jakieś głupstwa, ale mam wrażenie, że ty chcesz z Marisy zrobić jakąś heroskę na miarę Herkulesa. Pomszczę rodziców, dogonię chłopaka, który za mną chodzi, zabiję człowieka, znajdę mordercę... Nic mi się nie stanie, dam radę, nawet mi się ręka nie zatrzęsie! Zbyt mało tu dla mnie realizmu. Przecież one nie mają po 10 lat, żeby uważać, że takie coś może się udać. To duże pannice, więc czemu w ich głowach jest takie siano? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale takie coś bardziej jednak zniechęca :D Każdy skrzywdzony człowiek chce zemsty i trudno to zrozumieć? Marisa to naiwna dziewczynka, która liczy, że uda jej się odnaleźć mordercę, ale nie wie nawet jak to zrobić. Chris jest informatykiem, więc dziewczyny już pomyślały, że wszystko wygrzebie w czeluściach internetu o "Mroku", a to przecież nie było zaskoczenie, iż nic o nim nie znajdzie. Oni we trójkę są naiwni, ale pójdą za sobą w ogień (tak się wydaje), bo nie chcą zostawić przyjaciółki samej nawet jak ta chce zrobić takie głupstwo, choć mogą również liczyć, że przecież go nie znajdzie :D Nie przedstawiam tutaj ich perspektywy, ale tak właśnie mogą myśleć :) Nie mam zamiaru robić z Marisy heroski... Myślisz, że ta naiwna, głupiutka dziewczynka da sobie radę i niby zemści się? Małe są na to szanse. No cóż... jak pisałam ten rozdział nawet nie przyszłoby mi do głowy, że w taki sposób można to odczytać ;/
      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
  4. Rozdział wyszedł strasznie naiwnie. Ja rozumiem, że główna bohaterka jest głupiutka i jeszcze taka nieogarnięta, ale co z resztą? Oni też tacy łatwowierni i nieżyciowi?
    Powtórzę się, ale w opowiadaniu bardzo brakuje mi realizmu, a już to narzekanie, że trzeba iść na trzecie piętro. Bohaterka jest... mimozą jest straszną, dziecinną na dodatek, żyjącą marzeniami, jakimiś planami, które nie są skrupulatnie ułożone, a tylko ona tak chce i już.
    Czekam na więcej, bo liczę na więcej po tym opowiadaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety Marisa została wykreowana na bardzo naiwną. Wydaje jej się, że wszystko będzie takie, jak ona chce i takie, jak się wydaje. Lubię się akurat bawić jej naiwnością. xD
      Dziękuję za opinię.

      Usuń
  5. hehe, najpierw przechadzka się jej dłuży, a później jak z bicza strzelił xd Niezdecydowane dziecko :P Kurcze no zastanawia mnie to, czemu nie poszła na policję, do techników, którzy prowadzą całą kartotekę związaną z przestępcami i tak dalej... tylko wierzy, że przyjaciel Christian dostanie objawienia, złamie 400 różnych haseł i odnajdzie bandziora. Nie wiem czemu, ale tutaj nie wydaje mi się, jakby miałam 18 lat. Trochę to tak, jakby bawili się, zrobili coś lekko głupiego i teraz próbują się z tego wycofać, a nie wygląda mi to na sprawę morderstwa rodziców sprzed ośmiu laty. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie, z pierwszych akapitów ;x Kurcze no! Był klimat grozy, bo rodzice, bo jakiś Mroczek, trzeba go odnaleźć, a tu nagle luźna rozmowa i walka w kisielu... Ciut mi się to zgryzło ze sobą.
    Kurde jego mać. Przepraszam i nie chcę być złośliwa, (wiem, zawsze jestem)(Szczerość do bólu, moi przyjaciele i chłopak muszą się z tym mierzyć). Dziewczyna chce zemsty i całkowicie to rozumiem, ale serio myślała, że pójdzie do Chrisa, pogada o kisielu z podtekstem erotycznym, chłopak znajdzie dla niej Mroczka, ona umówi się z nim na spotkanie w kawiarni, a później strzeli mu prosto w czoło?! WTF?! xD Po pierwsze, dzieci z bidula mało kiedy są naiwne, bo wyrastają w samotności i w tym wieku, to nie ufają już prawie nikomu, taka uwaga. Następnie, jakim cudem dziewczyna może w ogóle myśleć o tym, że go odnajdzie? I czemu myśli, że odnajdzie go dzięki Chrisowi, który... dotarł do poczty elektronicznej? Tu trzeba mieć dostęp do kamer, bazy danych, kurde nawet sekwencji nukleotydów! Meh, jej naiwność, może jeszcze da się pominąć, ale żeby jej przyjaciele również...? Poza tym, nagle Chris stał się jej przyjacielem, a wcześniej wzmianki były jedynie o Jaredzie, którego teraz nawet nie ma ;-; Nie pasuje mi to wszystko, bo na swój wiek i ciężkie warunki w jakich się wychowywali, prezentują sobą cechy dzieciaków z bogatej dzielnicy, którzy zrobili psikusa sprzątaczce i teraz muszą z tego wybrnąć. Niestety, tak to widzę ;c
    Pozdrawiam, lecę dalej rozwiać wszystkie wątpliwości :)

    OdpowiedzUsuń