niedziela, 24 kwietnia 2016

Chapter 5



~~*~~
— Marisa, wstawaj śpiochu! Spóźnisz się do szkoły — słyszę radosny, bardzo dobrze mi znany głos.
Ociężała z ogromnym trudem podnoszę się z łóżka. Lekko zaspana przecieram oczy zmierzając w stronę drzwi od mojego pokoju. Po drodze mijam piękny, nowiusieńki zestaw mebli, które zostały zakupione kilka dni temu. Chwytam za klamkę ziewając. Otwieram drzwi bez większych problemów i kieruję się w stronę schodów. Schodzę po nich na sam dół, a następnie skręcam w lewo. To co widzę w kuchni dla wszystkich ludzi wydaje się być normą, ale nie dla mnie. Przyglądam się z niedowierzaniem dwóm sylwetkom, kobiecie i mężczyźnie w średnim wieku. Dość wysoka brunetka o niebieskich oczach jak ocean, w których nie jeden chłopak tonął, ubrana jest w bladoróżową sukienkę sięgającą jej przed kolana. Na zgrabnych i długich nogach ma dziesięciocentymetrowe szpilki tego samego koloru ,co strój. Posiada nieskazitelną cerę, której nie jedna kobieta jej zazdrości. Wesoła i uśmiechnięta przygotowuje śniadanie dla swojej rodziny. Mężczyzna siedzący przy stole z gazetką w lewej ręce, a filiżanką kawy w prawej wydaje się być zaciekawiony jakimś artykułem. Ubrany w elegancki, czarny garnitur, postawny z jednodniowym zarostem, o brązowych oczach brunet wygląda jak prawdziwy dżentelmen. Skąd to wiem? Doskonale znam te dwie osoby, tak bliskie mi osoby. To moi rodzice, ale jakim cudem oni tutaj są? Przyglądam się im z niedowierzaniem. Znajdujemy się w naszym domu, który przecież spłonął, a nic się w nim nie zmieniło. Wszystko wygląda zupełnie normalnie. Jakby ta tragedia nigdy mnie nie dotknęła. Jak to jest możliwe?
—Kochanie, usiądź przy stole. Śniadanie jest już prawie gotowe. — Kobieta obdarowała mnie promiennym uśmiechem.
Przez długą chwilę zastanawiam się, czy wykonać jej polecenie. To wszystko wydaje się być zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Mimowolnie na moje usta wstępuje szeroki uśmiech. Zasiadam przy stole obok taty i zaczynam bacznie mu się przyglądać. Mężczyzna rozbawiony moim przeszywającym go spojrzeniem odkłada poranną prasę.
— Zobaczyłaś ducha, czy co?— spytał z wymalowanym uśmieszkiem na twarzy.
Speszona odwracam wzrok. Na początku nie mam zielonego pojęcia, jak odpowiedzieć na zadane mi pytanie. Przecież właśnie rozmawiam ze zmarłymi rodzicami. To tak jakbym prowadziła konwersację z duchami. One przecież nie istnieją. To jest niedorzeczne. Wszystko da się jakoś racjonalnie wyjaśnić. Ponownie przenoszę wzrok na mojego ojca.
— Co tutaj się wyprawia?— mruczę pod nosem, spoglądając to na mamę, to na tatę.
— Dobrze się dzisiaj czujesz? — Kobieta podchodzi i przykłada mi dłoń do czoła, chcąc zmierzyć temperaturę.
— Nic mi nie jest — Odtrącam dłoń rodzicielki. — Raczej to ja się was o to powinnam zapytać.
— A co niby miałoby nam być? Czujemy się bardzo dobrze— odpowiada zdumiony mężczyzna.
— I może jeszcze nie pamiętacie tego pożaru? — pytam.
— Jakiego znowu pożaru? — Ich źrenice rozszerzają się przypominając pięciodolarowej monety.
— Jak to? Dom żywcem stał w ogniu. Praktycznie cały został przez niego strawiony, a was wyniesiono w workach — streszczam im tamte straszliwe wydarzenie.
— Musiałaś mieć jakiś zły sen — brunet całkowicie bagatelizuje sprawę. — Mówiłem, żebyś nie oglądała tyle filmów. Potem właśnie śnią się takie dziwactwa — już znajduje źródło problemu.
— Jak widać, trzeba będzie ją ograniczyć. — Mama przytula mnie mocno. — To był tylko zły sen.
 Bez najmniejszych oporów odpycham ją od siebie. Odskakuję od nich jak poparzona przewracając krzesło, na którym siedziałam. Odsuwam się w kąt pomieszczenia nie spuszczając z nich wzroku.
— Co wy myślicie, że ile ja mam lat?! — wrzeszczę.
— No jak to ile? W tym roku kończysz dziesięć wiosen, słońce — odparła niebieskooka.
Stoję osłupiała nie chcąc dopuścić jej słów do swojej głowy. Jak to możliwe? W tym roku kończę osiemnaście lat, a nie dziesięć. Co tu się do cholery wyprawia?! Kręcę przecząco głową niedowierzając kobiecie.
— To niemożliwe — mówię do siebie. — Nie wierzę wam. — Rzucam się do biegu w stronę łazienki.
Tym sposobem powinnam być w stanie sprawdzić prawdziwość jej wypowiedzi. Muszę po prostu spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Tylko tak mogę się przekonać, czy mnie nie okłamują. Pewnym krokiem wchodzę do pomieszczenia, które ma za chwilę wszystko wyjaśnić. Staję przed lusterkiem zawieszonym nad umywalką. Ku mojemu zdziwieniu nie widzę swojego odbicia. Jestem zbyt niska, aby dosięgnąć do niego. Jakim cudem? Poirytowana biorę krzesełko znajdujące się obok zlewu i wspinam się na nie. Teraz widzę bardzo wyraźnie dziecięcą buzię. Malutkie piwne oczka przyglądają się swojemu odbiciu z niedowierzaniem. Otwieram usta ze zdziwienia, ale nie wydobywają się z nich żadne dźwięki. Nie jestem w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Szok, w którym aktualnie się znajduję skutecznie uniemożliwia mi jakąkolwiek inną reakcję. Przecież oni umarli, moi rodzice nie żyją. Jak widać nawet to nie przeszkadza im się ze mną widywać.
— Co się tu do cholery dzieje?! — ledwo udaje mi się wydusić te słowa.
Ja już nie jestem dzieckiem. W tym roku zdaję maturę, a wyglądam dokładnie tak samo jak tamtego dnia. Wszystko jest takie dziwne. Wydaje się jakby ta tragedia nigdy nas nie dotknęła. Nasze życie rodzinne przebiega swoim normalnym rytmem. A może nie było żadnego wypadku? Wszystko było koszmarem, z którego się właśnie obudziłam? Być może tylko wydawało mi się, iż zdaję maturę w tym roku, bo nie mogę się doczekać, aż dorosnę? Moi bliscy nie zginęli w tragicznym pożarze, tylko są tutaj ze mną. W takim razie długi musiał być ten sen,  skoro pamiętam wszystkie lata, jak dorastałam w sierocińcu. Sama nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. To wszystko wydaje się takie realistyczne. Schodzę z krzesełka myśląc, że obecna sytuacja jest zbyt wspaniała, by mogła być prawdziwa. Mimo tak doskonałego odwzorowania wydaje się być to niemożliwe.  
— Kochanie, wszystko w porządku? — słyszę zza drzwi kobiecy głos.
— Zostawcie mnie w spokoju! — krzyczę.
Muszę to sobie jakoś poukładać w głowie. Znajduję się właśnie w moim domu, który spłonął, a wygląda zupełnie normalnie. Do tego wszystkiego moi rodzice żyją, chociaż spłonęli w pożarze. Opieram się plecami o ścianę i staram się wszystko jakoś racjonalnie wyjaśnić.
Nagle drzwi zostają wywarzone i z ogromną siłą uderzają o podłogę. Mężczyzna musi być niezwykle silny, skoro dębowe drzwi wyleciały całkowicie z zawiasów. Ze zdziwieniem obserwuję dalszy obrót spraw.
— Nie musisz się nas obawiać. — Pierwsza kroki w łazience stawia mama. — Zostań tutaj z nami na zawsze...
Gdy wreszcie ją dostrzegam, przerażona zaczynam uciekać w kąt jak najdalej od drzwi. Postać, która w tej chwili się wyłania, to nie jest człowiek.
— Co się stało? — pyta. — Czy nie taką chciałaś mnie widzieć?
Ciało kobiety jest w tak okropnym stanie, że ledwo je poznaję. Posiada tak rozległe oparzenia, iż widać w większości tylko jej kości. W niektórych miejscach dostrzegam śladowe ilości mięśni. Mama wyciąga w moją stronę dłoń z wtopioną w nią obrączką.
— O mój Boże. — Samotna łza spływa po moim prawym policzku. — Czym wy do cholery jesteście?! — wykrzykuję, patrząc. jak do kobiety dołącza jej mąż w podobnym stanie, co ona.
— Jak to kim? Jesteśmy twoimi rodzicami — odzywa się postawny mężczyzna. — No chodź i przytul się do nas. To jest twoje miejsce, w którym na zawsze z nami pozostaniesz.
Nie wiem już, co jest straszniejsze, to w jak okropnym są stanie, czy ich słowa. Mam tu zostać? Chociaż bardzo mnie przeraża widok przed mymi oczami nie jestem w stanie zareagować inaczej. Pomału zaczynam zbliżać się do jedynych osób, które kochałam. Zostały mi odebrane zbyt wcześnie. Pozostaje w mojej głowie tylko jedno pytanie: Dlaczego miałabym ich teraz opuścić skoro teraz możemy być razem? A może jednak chcę tu pozostać razem z nimi?
~~*~~

— No nareszcie się obudziłaś — słyszę czyjś zdenerwowany głos.
Instynktownie chwytam za dłoń, która spoczywa na moim ramieniu. Do moich uszu wdziera się dziewczęcy pisk, gdy wykonuję tę czynność. Otwierając oczy dostrzegam przerażoną rudowłosą dziewczynę.
— Co ty robisz?— pytam zdziwiona, zdejmując jej rękę z mojego ramienia.
— Krzyczałaś i przekręcałaś się z boku na bok, jakbyś miała zły sen. Pomyślałam więc, że cię obudzę. Potrząsnęłam tobą kilka razy i przestałaś cokolwiek robić. Łapiąc tak gwałtownie za mą rękę bardzo mnie przestraszyłaś!
            — Wybacz, nie chciałam. — Pomału zmieniam pozycję z leżącej na siedzącą. — Miałam dziwny sen.
— Trudno było tego nie zauważyć. — Dziewczyna łapie się za dłoń. — Rzucałaś się na tym łóżku, jak ryba bez wody.
Mimowolnie uśmiecham się słysząc jej stwierdzenie. Faktycznie musiało to śmiesznie wyglądać. Ją to bawi, ale ja przeżywałam tam istny koszmar, z którego o dziwo nie chciałam się obudzić. Sama nie jestem w stanie powiedzieć czemu.
— A więc, co to był za dziwaczny sen? — zapytała.
Jej oczy śledzą moje poczynania. Doskonale wie, że toczę teraz walkę ze sobą w środku o to, czy jej powiedzieć. Odwracam wzrok, by nie patrzeć prosto w jej oczy szukające u mnie informacji. Łatwo mi teraz nie będzie, skoro o wszystkim jej wczoraj powiedziałam. To w sumie może wydać się jej głupim snem, ale dla mnie ma ogromne znaczenie. Był taki realistyczny, że nie potrafiłam go odróżnić od rzeczywistości, która nas otacza. Obawiam się, iż dziewczyna nie będzie w stanie mnie zrozumieć.
— Widziałam moich rodziców — postanawiam się przełamać. — Oni wyglądali jak żywi. Na początku wyglądali normalnie, ale potem zmienili się...— na chwilę się zawieszam —... wyglądali zupełnie tak jak tamtego dnia. Widoczne były prawie same kości, gdzieniegdzie można było dostrzec niewielkie kawałki mięśni. Nie posiadali oczu, gdyż one całkowicie się rozpłynęły. Obrączki jak i ubrania mieli całkowicie wtopione w ciała.
— To tylko sen. Takie coś nie mogło wydarzyć się naprawdę. Nie musisz się martwić — próbuje mnie pocieszyć, ale tylko pogarsza sprawę. Nie wie wszystkiego.
— Gdyby to było wszystko — staram się ją uświadomić. — To wyglądało bardzo realistycznie. Jednak coś innego nie daje mi spokoju... — Robię głęboki wdech i wydech. — Nie jestem pewna, czy chciałam, żebyś mnie obudziła.
— Co?! Miałaś tak głupi sen i miałaś ochotę w nim pozostać?! — Ruda się irytuje.
— Przynajmniej tę krótką chwilę mogłam spędzić z nimi. To nie jest istotne jak wyglądali, lecz fakt, iż byliśmy tam razem. Uznaj mnie za kompletną wariatkę, ale tęsknię za nimi i chociaż w ten sposób mogłam ich znowu zobaczyć. Może tylko na początku byłam przerażona. Potem to się zmieniło.
— To brzmi jakbyś chciała do nich dołączyć. — Catia jest zaskoczona moją wypowiedzią. — Nie mów, że chcesz zrobić coś głupiego, typu próba samobójcza przez jeden sen, by przebywać już na zawsze z rodzicami?
— Nie zgłupiałam do reszty. Sztuką nie jest iść na łatwiznę, zabić się, gdy tylko jest pod górkę. Owszem, bardzo za nimi tęsknię i chciałabym, żeby zawsze ze mną byli, ale nie mogę sobie tego zażyczyć. Oni odeszli na dobre — odpowiadam szczerze, by ją uspokoić.
— O moich rodzicach ci opowiadałam? — pyta.
— Tak. Nie znałaś ich, ponieważ zostawili cię od razu po urodzeniu w szpitalu. Jestem w innej sytuacji, niż ty. Nie chcę być niemiła, ale nie rozumiem szczeniackiego zachowania twoich pierworodnych. — Na myśl o tym robię się wściekła.
— Cały czas zadawałam sobie pytanie, czym zawiniłam, że mnie nie chcieli. Dotąd nie znam odpowiedzi, ale nie szukam błędów w swoim istnieniu. Zapomniałam już o rodzicach, bo umiem radzić sobie bez nich. Lepiej się szykuj. Musimy iść do szkoły — oznajmia.
— Musiałaś przypominać? — Zaczynam się śmiać. — Z chęcią bym marudziła, jak bardzo chce mi się spać. Niestety o dziwo jestem wyspana, więc muszę ruszyć tyłek.
Jak mówię, tak czynię. Wstaję i podchodzę do szafy. Wyciągam pierwsze lepsze czarne rurki z brzegu oraz żółty top z nadrukiem: „I will be strong”. Idę do toalety i jak codziennie biorę szybki prysznic. Ubieram się w uszykowane ciuchy i wracam do pokoju. Nakładam na nogi swoje ulubione trampki. Wyjmuję telefon z torebki i wkładam go do kieszeni spodni.
— To jak, gotowa? — pytam Catię.
— Chodźmy. — Uśmiecha się.
Udogodnieniem są szkolne szafki. Przynajmniej nie musimy ze sobą dźwigać podręczników. Akurat ze względu na to, iż mamy trudną sytuację z przyjaciółką to szkoła załatwia nam książki od roczników, które już skończyły edukację. To taka pomoc, ponieważ chcemy się bardzo uczyć i mamy dobre oceny, ale nie posiadamy pieniędzy na kupno książek. Zarobioną kasę w lato wydajemy na ubrania, więc nie starcza już na przybory szkolne.
Przepełnione dobrymi humorami opuszczamy mury sierocińca i kierujemy się w stronę naszej szkoły, do której uczęszczamy już ostatni rok. Ten czas naprawdę zleciał bardzo szybko. Dotąd nie mogę w to uwierzyć. Wtorek jest również ruchliwym dniem, jak każdy dzień tygodnia. Ludzie na chodniku wpadają na siebie wzajemnie. Wszyscy się spieszą to do pracy, to do szkoły. Z Catią postępujemy podobnie. Nie zwracamy uwagi na to, z kim się zderzamy, tylko idziemy dalej, żeby się nie spóźnić na lekcje.
Moją uwagę przykuwa jedna osobistość, która wyróżnia się spośród tłumu. Co ma w sobie takiego szczególnego? Nie spieszy się. Dość wysoki blondyn ubrany w jeansy i błękitną bluzę, opiera się o mur jakiegoś bloku, w jednej ręce trzymając zapalonego papierosa, a w drugiej smartfona, któremu poświęca całą uwagę. Gdy przechodzimy obok niego rzuca mi krótkie spojrzenie swoimi szafirowymi oczami. Dosłownie ma w nich podobny błysk, jak Lauren. Jednak w jego tęczówkach widzę pewnego rodzaju wrogość. Ten chłopak wywołuje u mnie dziwne dreszcze. Nie jest to strach, lecz bardziej niechęć. Im dalej od niego się znajdujemy tym bardziej się cieszę.
— Catia, przyjrzałaś się tamtemu blondynowi, którego mijałyśmy? — pytam przyjaciółkę z ciekawości, co ona będzie o nim sądzić.
— Mijałyśmy dużo blondynów. Chodzi Ci o tego ze smartfonem i papierosem?
— Tak, dokładnie o tego. Powiedz mi, co o nim sądzisz? — dopytuję.
— Był całkiem niezły. Wyglądał na bardzo tajemniczego i skrytego. Chcesz się z nim umówić, czy co? — szturcha mnie ramieniem.
— Coś ty! Mnie ten koleś wydaje się co najmniej dziwny.
— Czemu tak sądzisz? — pyta lekko zdziwiona.
— Nie wydaje ci się dziwne, że chłopak opiera się o mur jakiegoś bloku i jak gdyby nigdy nic pali sobie papieroska? W ogóle mu się nie spieszy, a to dziwne. Wszyscy tutaj prawie biegną, żeby się wyrobić, a tymczasem on bawi się smartfonem.
— Przesadzasz — stwierdza.
— Dobra, skończmy lepiej ten temat.
Przechodząc przez parking szkoły mam jakieś dziwne przeczucia. Nie będę o nich informować Catii, ponieważ znowu uzna, że przesadzam. Odwracam się i dyskretnie spoglądam za siebie. To bardzo dziwne. Odkąd jestem w tej szkole nigdy nie widziałam akurat jego. Wyjaśnienie więc jest tylko jedno — ten tajemniczy chłopak nas śledzi. Przekraczając mury budynku czuję się trochę bezpieczniej. Blondyn zatrzymuje się naprzeciwko budowli i zapala papierosa. Nie ma zamiaru wchodzić do środka. Kamień spada mi z serca, ale co się stanie, kiedy skończymy lekcje? Dalej będzie nas tam wyczekiwał? Wyciągam z szafki książkę do matematyki i kieruję się do naszej klasy wraz z Catią. Witam się z całą klasą i zajmuję miejsce w ławce. Czasu na rozmowę z Jordanem nie mamy, ponieważ zadzwonił dzwonek. Niedługo potem zjawia się nasz wychowawca rozpoczynając lekcję. Tylko jak mam się na niej skupić, skoro cały czas myślę o blondynie czyhającemu na nas pod szkołą?

***

Lekcje przebiegały mi bardzo wolno, zdawały się trwać wiecznie, ale nareszcie dobiegły końca. Nadal nie mogę przestać myśleć o tajemniczym chłopaku.
— Ziemia do Marisy. Słyszysz mnie? — pyta ruda.
— Co jest?
— Idziemy do kawiarni? — dziewczyna podaje propozycje.
— Jakoś nie mam ochoty. Gdzie jest Jordan? — pomału odzyskuję kontakt z otoczeniem.
— Poszedł do pracy. No nie daj się prosić. To tylko jedna kawa — jej ton nie znosi sprzeciwu.
— Niech ci będzie, ale jak wypijemy kawę od razu wychodzimy — stawiam jej warunek.
Dziewczyna przystaje na niego, więc wyruszamy do naszej ulubionej kawiarni. Jestem zszokowana, gdyż blondyna nie ma przed szkołą. Rozglądam się dokładnie. Może mu się znudziło, albo z kimś się tutaj umówił i właśnie z tego powodu przyszedł w to miejsce? Może za bardzo dramatyzuję? Jakoś po części nie wierzę, że przypadkiem było spotkanie tamtego kolesia.
W kawiarni „Delicious” jesteśmy po kilku minutach przechadzki. Bardzo szybko tu dotarłyśmy, ponieważ poganiałam rudowłosą. Podchodzimy do baru i składamy zamówienie. Wybieramy tą kawę, co zawsze, czyli Espresso.
— Nie mamy za dużo pieniędzy, a ty chcesz przychodzić tu na kawę. — Trochę nie rozumiem przyjaciółki.
— Wiem, dlatego też przyszłyśmy tutaj ostatni raz w tym roku. — Uśmiecha się.
Przewracam teatralnie oczami. Ona jest osłabiająca. Przynajmniej można się tutaj dowiedzieć, jakie kłamstwa wciskane są światu. Właśnie pojawia się najnowszy reportaż:
— Zostaliśmy poinformowani przez prezydenta Australii o interesujących faktach. Morderstwa z Woodstown oraz jedno z Sydney są połączone. Według najnowszych danych policja kryminalna dociekła, że państwo Turner pochodzący z Sydney, którzy rzekomo zginęli w pożarze, tak naprawdę nie żyli zanim strawił ich ogień. Te morderstwa przypisuje się groźnemu gangsterowi, który zwany jest przez federalnych „Mrok”.
Moje źrenice rozszerzają się do wielkości dwudolarowych bilonów. Nie mam już ochoty na żadną pieprzoną kawę. Po prostu wybiegam z kawiarni. W tej chwili załamuje się cały mój świat po raz drugi.
— Marisa, zaczekaj! — Catia wybiega za mną.
— Odwal się! — krzyczę. — Chcę być sama!
— Nie mów tak do mnie. Rozumiem, że jesteś w szoku, ale...
— Nic nie rozumiesz! — nie daję jej skończyć. — Ktoś zamordował moich rodziców. Oni nie zginęli z przyczyny naturalnej. Byli martwi, gdy pożar trawił nasz dom. A może ten ktoś chciał pozbyć się dowodów zbrodni i z tej przyczyny podpalił moje mieszkanie? To wszystko ma teraz sens.
— Uspokój się! Nerwy w niczym Ci nie pomogą!
— Przecież wiem o tym — wycedziłam przez zęby.
— Chcę ci pomóc — słowa rudowłosej trochę mnie uspokajają. Mam w niej oparcie.
— Kim jest „Mrok”? — pytam.
— Nie mam pojęcia, ale wiem, kto może coś o nim znaleźć. Idziemy do niego? — proponuje rudowłosa.
— A więc chodźmy — odpowiadam zdecydowanie.





Niektórzy zarzucają mi, że przedstawiam świat w czarno-białych barwach. Rzecz polega na tym, iż tak świat postrzegają bohaterowie, ponieważ przedstawiam go z ich punktu widzenia, dlatego każdy postrzega go inaczej. Nie wiem czy akcję opiszę tak jak oczekujecie xD Co do naginania rzeczywistości i tutaj w tym rozdziale się zdarza, ale to nie nowość xD Czy ktoś spodziewał się, że śmierć rodziców Marisy nie była przypadkowa? :P Jak myślicie kim jest ten tajemniczy chłopak? Odegra dużą rolę w życiu naszej bohaterki? I oczywiście szykuje mi się jutrzejsza odpowiedź z polskiego, więc ślęczę nad książką xD Kolejny ciężki tydzień z trzema sprawdzianami i odpowiedziami się zapowiada, ale przynajmniej czeka potem długi weekend :) Wtedy pojawi się ostatnia nominacja do LBA, ponieważ chciałam nominować dwie osoby, które aktualnie nadrabiam :P Pojawiła się zakładka z bohaterami [link] oraz miejsca akcji zostało zmienione na wymyślone miasto Woodstwon!

15 komentarzy:

  1. Hejo kochana! :3
    Na początek... Wow. Ten sen... Zapowiadało się tak niewinnie i naprawdę w powietrzu unosił się zapach szczęścia. Może nie do końca, bo Marisa za bardzo nie wiedziała, co jest grane. Przyznam, że byłam zaskoczona, że we śnie była małą dziewczynką. Jak jej odbicie za pierwszym razem nie pojawiło się w lustrze, to sądziłam, że coś z nią jet nie tak, albo że to po prostu przez sen xD Nie pomyślałam, że to może dlatego, że jest za mała. Na miejscu Marisy ucieszyłabym się, gdybym we śnie zobaczyła zmarłych rodziców. Takich, którzy wyglądali prawdziwie, a nie sztucznie, jak na zdjęciu, ale... Nie w takim stanie. Gdyby mało się z nimi dziać to, co we śnie bohaterki, to dziękuję bardzo. Chciałabym się szybko obudzić i w tej kwestii zgadzam się z Rudą. Jak można nie chcieć się obudzić, gdy takie coś się dzieje? :-O Jednak z drugiej strony nie dziwię się Marisie. Dziewczyna zrobiłaby wszystko za chwilę spędzoną z rodzicami (i podziwiam ją, że miała odwagę pozostać, widząc rodziców w takim stanie). A zachowanie Rudej później trochę mnie trochę wkurzyło. Uważam, że przesadziła swoimi słowami. Powinna też postawić się na miejscu przyjaciółki.
    Ach, nie ma to jak szkoła. Też jej nie znoszę xD
    Ooo a co to za chłopak?! :D Bardzo zaciekawiła mnie jego osoba, a gdy Marisa pomyślała, że on mógłby ją śledzić, automatycznie przybliżyłam głowę do monitora i zaczęłam się szczerzyć jak głupia. Wyobraź to sobie xD Moja babcia zapewne zaczęłaby się ze mnie śmiać. Kiedyś czytałam książkę i się uśmiechałam, bo była fajna scenka, to babcia nabijała się ze mnie, bo się śmieję do książki hahaha xD
    Ale odbiegam od tematu.
    Kim jest ten chłopak? Czy rzeczywiście czegoś chce od Marisy? Czemu szedł za dziewczynami? Tyle pytań, a brak odpowiedzi... Łeee ;((((
    Ooo gang ,,Mrok’’ (tak na marginesie to świetna nazwa! I już wiem, dlaczego taka nazwa bloga. Pewnie Marisa wstąpi do tego całego ,,Mroku’’ albo cała akcja będzie działa się wokół tego gangu. Lub po prostu nazwa bloga taka, bo... No. Bohaterowie mają w sobie mrok xD)????? Oni zabili rodziców Marisy??? Jestem w szoku! Tylko pozostaje jedno pytanie: Dlaczego? Musiał być tego jakiś powód... Najpierw zabili jej rodziców, a później spalili dom? No dobra. Dostałam odpowiedź, dlaczego go spalili. Chcieli zatuszować ślady, jakkolwiek to nazwać. No ale dlaczego zabili jej rodziców? Nie wiem czemu, ale podejrzewam, że chcieli też zabić Marisę i może jej szukają. Dlatego właśnie wracam do tematu tajemniczego blondyna. A jeśli on jest z tego całego gangu? Może chce teraz zabić Marisę?! Hehe. To by się teraz zaczęło dziać xD
    Z niecierpliwością czekam na nn! Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawia cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marisie brakuje rodziców. Na początku faktycznie się ich wystraszyła, ale przecież takich chciała ich widzieć, ponieważ nie wierzyła, że wypadek nie miał miejsca :D Ruda może i powinna postawić się na miejscu Marisy, ale tego nie zrobiła. Jeżeli chodzi o tajemniczego chłopaka... nie mogę wyjawić kim on jest oraz czego chce od Marisy xD Na pewno jeszcze o nim sporo usłyszysz xDD "Mrok" to nie gang tylko jedna osoba. A kim on jest i czy zabił rodziców Marisy? Tego się przekonasz w dalszej części opowieści :)
      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
  2. Ja doskonalę wiem, że muszę się uczyć. Ja wiem, że jest już 22. Ja to wszystko wiem mamo!

    Uff, teraz mogę skomentować.
    O, to sen. Scenka z śniadaniem jest super. Troszeczkę mroczna, ale jest super.
    Mrok, mrok, mrok. Przyznam, że nie mam pojęcie kim będzie ten chłopak, ale chce się jak najszybciej dowiedzieć.
    Rozdział jest taki...magiczny? Tak, to dobre określenie.
    Świetny.
    Nauka. Nienawidzę tego słowa. Ja mam 2 sprawdziany i kilka kartkówek, ale dam radę. Muszę. Wakacje coraz bliżej.
    Komentarz na 100% jest chaotyczny i niezrozumiały, ale jest już po 22 i siedzę nad książką. Mało kontaktuję.
    No to..ten.
    Ja się zbieram.
    Weny.
    I daj szybko rozdział.
    Do następnego <3
    Buziaczki <3

    -Uśmiechnięta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha 22 to młoda godzina xD Ten sen miał być mroczny :D Jeżeli chodzi o "Mrok" to dowiesz się już niedługo, kim jest ten chłopak :D Nauka jest męcząca, a szkoła odbiera radość życia i energię, ale musimy przez nią przebrnąć. Wierzę, że sobie kochana poradzisz! Wytrzymaj do wakacji!
      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
  3. Sny w opowiadaniach są już trochę przereklamowane, bo pojawiają się praktycznie w każdym, ale ten był naprawdę ciekawy. Podobało mi się to, że ci rodzice z normalnych zmienili się w poparzonych i ten tekst, że przecież właśnie takich chciała ich widzieć. No i to, że mimo wszystko - mimo ich koszmarnego wyglądu - ostatecznie bardzo pragnęła z nimi zostać. To pokazało jak bardzo za nimi tęskni i jak bardzo chciałaby mieć znowu normalną rodzinę.

    Natomiast dziwne wydało mi się to, że gdy tylko zobaczyła tego chłopaka, który robił coś na telefonie, to od razu pomyślała, że to dziwne i że je śledzi. A niby czemu? Nie miala żadnych podstaw, żeby tak twierdzić. Przecież to nie jest dziwne, że ktoś sobie stoi, patrzy w telefon i pali fajkę. Nawet jeśli milion ludzi koło niego jest zabieganych, to on ma prawo sobie po prostu stać. Nie musi biec razem z nimi. Dlatego to mi się wydawało to napisane trochę nad wyrost. Jakbyś chciała na siłę zwrócić uwagę czytelnika na jego osobę. A taki efekt zaskoczenia i tylko lekkie wtrącenie, że ktoś tam sobie stał, mogłoby dać lepszy efekt.

    Oczywiście nie spodziewałam się, że w prologu możemy mieć do czynienia z morderstwem, bo do tej pory nie było na to żadnych poszlak. Pożar i tyle. I tutaj też mam jedną uwagę. Skoro do tej pory w telewizji nie było nic powiedziane na temat jakiegoś tam morderstwa sprzed lat (czyli tak jakby nikt się nim nie interesował), a nagle wylatujesz z takim szybkim i krótkim komunikatem o tym morderstwie to... trochę jakbyś ucięła w połowie. Mogłaś to trochę bardziej opisać. Rozwinąć ten reportaż, zacząć od opisu tego, co stało się kiedyś, jak ta sprawa wyglądała przed laty, a jak teraz. Przecież ludzie, którzy oglądali to w tv nie musieli wiedzieć, że kiedyś tam spalił się gdzieś jakiś dom i zginęło dwoje ludzi. Rozumiesz o co chodzi? Napisać jak na każde słowo reagowała bohaterka, opisać jej niedowierzanie, ból, powrót wspomnień itp, opisać jak w telewizji przewijały się obrazy policjantów, którzy się tym teraz zajmują, itp. Po prostu to rozwinąć. A potem dopiero ten fragment, gdzie dziewczyna wybiega.
    Myślę, że wtedy dałoby się bardziej odczuć ten tragizm sytuacji;)

    Ale ogólnie jestem bardzo ciekawa, co dla nas daej wymyśliłaś. Bo chyb zaczynają się dziać dziwne rzeczy:D

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, sny pojawiają się w każdym opowiadaniu, ale chciałam, aby ten wyróżniał się spośród nich. Marisa pamiętała ich takich, a więc nie mogła mieć pretensji, że nagle zmienili swoją postać. Mimo ich wyglądu chciała z nimi zostać, bo ich kocha :) Z tym chłopakiem to celowo zwróciłam na niego uwagę. W mieście, gdzie ludzie wiecznie się spieszą, mogą zdarzyć się wyjątki i to nic dziwnego, ale akurat celowo to zrobiłam. Może faktycznie lepiej by było tylko wspomnieć o nim xD Od początku miałam zaplanowane, że w prologu jest morderstwo, a nie nieszczęśliwy wypadek. Czekałam tylko na moment, w którym to ujawnię xD Ten komunikat nie został dokończony, bo Marisa nie chciała go słuchać. Prezenter przedstawiłby całą historię, ale dziewczyna nie miała zamiaru jej słuchać, ponieważ to by wywołało te bolesne wspomnienia. Teraz jedynie pokazała swoją zimną stronę, która chce poznać osobę, oskarżaną o śmierć jej rodziców. Hmm pomału staram się wprowadzać jakąś akcję xD Sporo rzeczy, wątków przygotowałam i trzeba zacząć je stopniowo przedstawiać ;)
      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
  4. Fajny tekst, bardzo miło się czytało :)

    http://owcewgorach.pl/ moją pasją!
    Pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Aword. Więcej na blogu: http://no-control-mix-fanfiction.blogspot.com/p/lba.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ;) Postaram się szybko na nie odpowiedzieć ^^

      Usuń
  6. Twój blog został dodamy do spisu :)
    http://blogujmy-wspolnie.blogspot.com/2016/05/mrok.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  7. Sen mi się podobał, bo był mroczny, czym wpasował się do tytułu opowiadania. Natomiast znowu doczepię się braku realizmu. Mam wrażenie, że piszesz o czymś o czym nie masz za grosz pojęcia i nawet nie zadałaś sobie trudu, by mieć to pojęcie. Czy obejrzałaś np jakiś reportaż o domu dziecka? Przede wszystkim książki te dzieci dostają nie od szkoły i starszych roczników, a od domu dziecka, podobnie jak pieniądze, tak zwaną "ubiorówkę" nie wiem ile to jest teraz, za moich czasów to było sto złotych na kwartał no i rodzinne się brało od rodziców, jeśli nie mieli odebranych praw. Czarno biały świat - żaden człowiek nie widzi tak świata, więc bohaterowie też nie powinni.
    Natomiast, to że po tylu latach doszli do wniosku, że spaleni ludzie byli zabici przed spaleniem, czy tyle lat to ukrywali, aż w końcu podali do wiadomości, śmierdzi mi takim "tworzeniem czegoś na siłę". Chyba lepiej by było, gdyby dziewczyna trafiła na stare gazety o śmierci rodziców, których jako dziecko unikała i tam natrafiła na taką informacje, czy też przypuszczenie, którego policja jednoznacznie nie potwierdziła, by nie siać paniki wśród obywateli.
    Co do chłopaka, to ja też czasami stoję i się opieram gdy wszyscy się śpieszą. Ciekawe czy ktoś z tych śpieszących się, czuje się przeze mnie śledzony xD.
    Pozdrawiam i lecę do kolejnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, nie szukałam takich informacji, bo chciałam to wszystko wymyślić po swojemu. W naszej rzeczywistości jest tak, a tutaj inaczej.
      Jeśli chodzi o to stwierdzenie, nie miałam pojęcia, jak podać tą informację. Głowiłam się i wymyśliłam takie rozwiązanie, jednak podane przez ciebie byłoby faktycznie lepsze i bardziej realistyczne.
      Hahahaha nie wiem, może. xD Niech się strzegą! xD
      Dziękuję za opinię.

      Usuń
  8. Dzień doberek :)
    Bardzo długo mnie tu nie było i musiałam sobie co nie co przypomnieć, z poprzednich rozdziałów. Bardzo przydatne okazało się tu streszczenie! To był dobry pomysł! :))
    Wracając, Sen dziewczyny był ciekawą odskocznią od tego, co działo się wcześniej, aczkolwiek zdziwiło mnie jej zachowanie. Mam na myśli to, że to był niby sen, ale zachowywała się w nim tak, jakby była kompletnie świadoma tego wszystkiego. Niby istnieje coś takiego jak świadomy sen, ale nie wiem czy to właśnie o to chodzi Xd Sen był realistyczny i ciekawy, no kurcze nie wiem co innego dodać. Po prostu miło było o tym poczytać! Nawet moment spalonych ciał xD Chociaż, ja jak to ja, sadyzm na wysokim lvl, w sumie spodziewałam się dokładniejszych opisów zwęglonego ciała. Ja bym tutaj dodała coś jak, przypalona, złuszczona skóra, albo wypadający metr jelita czy coś xd (nie mówię tego poważnie).
    Zdziwiło mnie to, że Marisa chciała z nimi zostać. Rozumiem jej tęsknotę za rodzicami, ale czy naprawdę chciała ich pamiętać w momencie, gdy gałki oczne wypływały im z oczodołów, a zwęglone wargi odsłoniły piękne uzębienie? Wydaje mi się, że lepiej jest pamiętać zmarłego z okresu, gdy był szczęśliwy, w pełni w kondycji, a nie kawałek mięsa rodem z grilla.
    Prawdę mówiąc, to nie wiem czemu w ogóle dziewczyna zwróciła na niego swoją uwagę. Podejrzenia jednak do tego, że mógł ją śledzić były lekką nadinterpretacją z jej strony. Gdyby chciał ją śledzić, nie stał by sobie oparty o ścianę i nie palił fajki. Tak mi się wydaje.
    Zdziwił mnie fakt, że po ośmiu latach nagle ta sprawa wyszła na jaw, ale jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że nikt nie powiadomił dziewczyny, tylko otrzymała wiadomość z telewizji. Była najbliższą rodziną zmarłych, czemu więc, po dojściu do takich podejrzeń, czy faktów, nikt do niej nie zadzwonił, albo policja jej nie wezwała na jakieś drobne wyjaśnienie sprawy. To... dziwne po prostu xd
    Pozdrawiam :* Lecę dalej. Postaram się nadrobić wszystko :) i jeszcze raz przepraszam, za aż tak długą nieobecność :C

    OdpowiedzUsuń