wtorek, 1 marca 2016

Chapter 4


Dziewczyna mimo wszystko okazuje mi zrozumienie, choć wcale tego nie oczekuję. Nie mam zielonego pojęcia ile siedzimy w takiej pozycji. Po dłuższej chwili zwalniamy uścisk.
            — Zapomniałyśmy o czymś — wypowiada wyraźnie rozbawiona.
            — Niby o czym? — dziwię się.
— Mamy się przecież spotkać z Jordanem w parku.
            — Na śmierć o tym zapomniałam! — krzyczę.
Faktycznie zaplanowaliśmy sobie spotkanie rano, ale nie mam za bardzo teraz siły żeby się spotkać z przyjacielem. Umawiać się z nim, a potem go wystawiać to nie w moim stylu. Tym razem wynikła jednak sytuacja, która uniemożliwia mi jak na tę chwilę spotkanie z nim. Wciąż jestem w opłakanym stanie i nie mam pojęcia co w tej chwili robić.
— Zadzwonisz do Jordana i odwołasz spotkanie? — pytam. — Nie jestem w dobrym stanie na jakiekolwiek wyjścia.
— No dobra. Trochę głupio tak odwoływać spotkanie, gdyż się umawialiśmy, ale coś wymyślę. — Rudowłosa chwyta w ręce smartfon. — Zaraz wrócę, a ty już więcej nie płacz. Najgorsze już za tobą, teraz może być już tylko lepiej.
Jedynie przytakuję. Odprowadzam wzrokiem Catię na korytarz, następnie wracam nim z powrotem do pokoju. Chcę mieć takie podejście jak ona. Jest zbyt pozytywnie nastawiona, lecz wystraszona wszystkimi morderstwami w mieście. Pozostaje teraz tylko jedno pytanie: „Czy powinnam oddzwonić do Lauren?” Bardzo chcę to zrobić, ale spotkanie z nią może przywołać większą falę bolesnych wspomnień. No cóż, będzie lepiej. Jeżeli łatwo odpuszczę to stracę szansę na jakikolwiek kontakt z przyjaciółką, gdyż posiada ona możliwość zmiany numeru. Nie wszystkie wspomnienia z blondynką są złe. Pamiętam również te dobre chwile. Muszę nauczyć się zastępować negatywne uczucia tymi pozytywnymi. Nie będzie to łatwe, ponieważ do tej pory tłumiłam je w sobie i połączyłam złe odczucia z dobrymi. Stworzyłam tym mieszankę wybuchową. Każde miłe wspomnienie było zasłaniane czymś najgorszym. Dłużej w ten sposób nie mogę żyć. Nie jestem robotem, nie mam również serca z kamienia. Człowiek to istota żyjąca i czująca. Choćbym nie wiem jak się starała nie uda mi się wyprzeć wszystkich uczuć ani ich skutecznie zamaskować. W końcu i tak wszystkie się wydostaną z niezbyt zadowalającym skutkiem, którego jakiś czas temu doświadczyłam. Nigdy więcej nie chcę znaleźć się w takim stanie.
— Załatwione. — Rudowłosa wpada do pokoju jak wystrzelona z procy. — Jordan nie był zbytnio zachwycony, bo już czekał na nas w parku, ale zrozumiał sytuację.
— Powiedziałaś mu?! — bulwersuję się.
— Powiedziałam tylko, że pani Allen wezwała Cię na rozmowę i nie wiadomo kiedy skończycie.
— Dziękuję kochana! — Rzucam się jej na szyję.
— Nie powinnyśmy go oszukiwać — wzdycha.
— Powiemy mu w odpowiednim czasie, dobrze?
— Niech Ci będzie — odparła zrezygnowana.
— Jak myślisz czy powinnam do niej oddzwonić? — pytam chcąc znać opinię przyjaciółki.
— Nie jestem do tego przekonana. Może lepiej odpuść. — Catia wydaje się sceptycznie nastawiona.
— Uzasadnij to.
— Po prawie ośmiu latach przypomniała sobie o twoim istnieniu, czy to nie jest dziwne? Miała tyle czasu, żeby się z tobą skontaktować, ale tego nie zrobiła. Według mnie to jest jakieś podejrzane. — Jej słowa mnie zaskakują.
— Nie mów tak! Nie znasz jej! Musiała mieć powód, by się ze mną tyle nie kontaktować. Pewnie szukała mnie przez te lata tylko nigdzie nie chcieli podać jej informacji o moim miejscu pobytu. — Krzyżuję ręce na piersi.
— Oczywiście. Jedyny szczegół jest taki, że w Australii nie ma wielu sierocińców. Znalazłaby Cię szybko. Mimo to nie odzywała się do ciebie tyle czasu. Mi się to wydaje dziwne. Na twoim miejscu uważałabym.
— Musiała mieć jakiś powód. Jestem tego pewna — mówię jakby nie wierząc w swoje słowa.
Tracę tą pewność. Nie patrzę na to z tej perspektywy. Lauren po prostu nie miała czasu, albo nie wiem. Ważne, iż wreszcie dodzwoniła się do odpowiedniego sierocińca. To jest teraz najważniejsze.
— Dobra, jest już trochę późno. Cały dzień prawie zleciał na pogawędkę w kawiarni i na naszą rozmowę tutaj. Ja idę do łazienki szykować się do snu — oznajmiam, podchodząc do szafy.
Wyciągam z niej ręcznik oraz pidżamy. Podchodzę jeszcze do łóżka, aby pod nim schować torebkę. Oczywiście wyciągam z niej smartfon i dyskretnie chowam go między ubrania, a puchaty ręcznik. Opuszczam pokój kierując się w stronę łazienki. Mam nadzieję, że i tym razem będzie wolna. Gdy docieram na miejsce już wiem, iż się nie mylę, gdyż pomieszczenie jest puste. Zamykam za sobą drzwi, rzucam ciuchy na krzesełko i wyciągam telefon. Wstukuję na dotykowym ekranie wszystkie cyfry z kartki i naciskam „połącz”. Nie czekam zbyt długo. Już po drugim sygnale słyszę damski głos po drugiej stronie słuchawki.
— Cześć Lauren, tu Marisa — rozpoczynam.
— Marisa! Kochana, tyle Cię szukałam. W każdym sierocińcu nie chcieli mi udzielić żadnych informacji. Co za ludzie w ogóle żyją w tym społeczeństwie? Zero jakiejkolwiek pomocy. Gdzie ty jesteś? — pyta.
— W Woodstown.
— Chcę się z tobą spotkać, gdyż za dużo mam Ci do opowiedzenia i to nie jest rozmowa na telefon. Przyjadę do ciebie jeszcze w tym tygodniu, dobrze? — jej głos wydaje się być rozradowany.
— No pewnie. Nie mogę się już doczekać. — Podskakuję z radości.
— Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Do zobaczenia. — Po tym słyszę sygnał kończący połączenie.
Jednak nie poszło tak źle jak myślałam. Jestem bardzo uradowana. Co prawda mam swoje obawy, ale nie mogę się przed przyjaciółką ukryć. Głupio mi, że się tyle się do niej nie odzywałam. Po głosie dało się wyczuć, iż dziewczyna nie ma mi tego za złe. W pełni się o tym przekonam pod koniec tego tygodnia. Skoro ma trochę spraw do załatwienia to zapewne spotkamy się w piątek. Tak na tę chwilę zakładam. Najważniejsze, że jesteśmy już umówione na spotkanie i nikt im nie przeszkodzi. Domysły Catii wydają się mieć jakiś sens, ale ona nie zna Lauren i już ją ocenia, co według mnie jest trochę śmieszne. Blondynka nie jest zła. Istnieje jakieś wytłumaczenie, dlaczego akurat nie mogła się ze mną wcześniej skontaktować. Jestem pewna, że rudowłosa się myli.
Nie chcąc marnować więcej czasu na stanie w miejscu ze smartfonem w ręce postanawiam wziąć prysznic. Odkładam urządzenie elektroniczne, zdejmuję z siebie ubranie i rzucam na krzesełko. Następnie wchodzę pod prysznic pozwalając sobie na dłuższą chwilę tam pozostać. Potem oczywiście wychodzę i przebieram się w pidżamy. Zakrywam telefon ubraniami i wychodzę z łazienki kierując się w stronę mojego pokoju. Przekraczam jego próg w o wiele lepszym nastroju.
— Skoro ty już skończyłaś to i ja pójdę się wykąpać — mówi Catia.
— Ok.
Gdy tylko dziewczyna opuszcza pomieszczenie wyciągam torebkę, a następnie chowam do niej smartfon. Składam ubrania i chowam je do szafy. Oczywiście po wykonaniu tej czynności rzucam się na łóżko. Nie mogę doczekać się tego spotkania. Boję się jego przebiegu, ale muszę się przełamać. Długo nie widziałam zielonookiej. Można powiedzieć, iż bardzo za nią tęsknię. Mamy wiele dobrych wspomnień, które zaciemniło jedno — z moimi rodzicami w roli głównej. Umiem już żyć bez nich. Wszystko toczy się dalej i nie powinnam załamywać się cały czas. Myślałam, że mam już to za sobą. Wieczne ukrywanie emocji nie przynosi nic dobrego. Zrozumiałam to dopiero dzisiaj i nie popełnię więcej już tego błędu. Staram się w tej chwili przypomnieć sobie wspomnienia z blondynką. Nie mam zamiaru przyćmić ich tym razem samymi złymi odczuciami.

~~*~~
— Hej, ty z szopą na głowie! — krzyczy za mną jakiś chłopak.
— Czego chcesz? — pytam zirytowana.
— Zobaczyć jak wygląda twoje gniazdo na głowie. I wiesz co? Nie zawiodłem się. Wyglądasz jak dziwadło. — Roześmiał się.
— Masz tak cienkie, łamliwe włosy niczym nitki. Do tego jesteś tak ohydna, że patrzeć się na ciebie nie da — dodaje jakaś dziewczyna stojąca za nim.
Aaron i Amanda to szkolna para. Są najpopularniejsi i najbogatsi. Zawsze znęcają się nad słabszymi psychicznie i fizycznie dzieciakami takimi jak ja. Próbuję jakoś się wycofać i odejść, ale nie dają mi na to szansy.
— A ty gdzie się wybierasz? — Brunet z ogromną siłą łapie mnie za włosy.
— Puść mnie, kretynie! — wrzeszczę.
— Mocne słowa jak na małą dziewczynkę. — Uśmiecha się szatynka. — Aaron może zrobimy jej małe strzyżenie? — zadaje pytanie partnerowi podając mu nożyczki.
— Czemu nie. — Piwnooki szyderczo się uśmiecha, biorąc do ręki przedmiot.
Chcę uciec i powiedzieć o tym rodzicom. Niestety nie mam jak. Gdy ostre narzędzie praktycznie ma ścinać część moich włosów, słyszymy głos:
— Zostaw ją, głąbie.
— Co cię ona obchodzi, Bailey? Lepiej stąd spadaj — ryknął w stronę dziewczyny niezadowolony brunet.
— Sami lepiej stąd spadajcie, albo zawołam moich starszych kolegów z ostatniej klasy. Spuszczą wam taki łomot, że w najlepszym wypadku przez tydzień nie usiądziecie na tyłkach — mówi stanowczo. — To jak będzie?
— Puść ją, Aaron — Amanda chwyta go za ramię i próbuje odciągnąć ode mnie tego idiotę.
Po jakiejś chwili chłopak faktycznie puszcza moją czuprynę.
— Tym razem wygrałaś. — Oddalili się w stronę budynku szkolnego.
— Widziałaś ich miny? Bezcenne. — Śmieje się blondynka.
— Tak, dziękuję — bełkoczę.
Lauren jest jako druga najbardziej popularna. Podstawówka w Sydney rządzi się swoimi prawami. Dużo tutaj niebezpiecznych dzieci. Są w tak młodym wieku, a już by zrobili innym krzywdę. W końcu to przestępcze miasto, więc nie ma się co dziwić. Ja jestem w pierwszej klasie, z tego co mi wiadomo Lauren chodzi do czwartej tak samo jak Ci, którzy mnie zaczepiali. Dziewczyna jest bardzo lubiana w ostatnich, szóstych klasach. Ma tam wielu przyjaciół, którzy chętnie jej pomogą. 
—Spokojnie, oni nie będą cię już zaczepiać. Jestem Lauren, a ty? — pyta podchodząc bliżej.
— Marisa.
~~*~~

~~*~~
— Gdzie my jesteśmy? —  pytam się blondynki.
— Zaraz zobaczysz — odpowiada.
Dziewczyna prowadzi mnie przez połowę miasta, a ja nadal nie wiem do jakiego miejsca zmierzamy. Odkąd mnie uratowała przed Aaronem i Amandą stałyśmy się przyjaciółkami. Spędzamy ze sobą każdą wolną chwilę. Szmaragdowozielone oczy dziewczyny rozbłyskają, gdy ujrzała cel naszej podróży. Jest to park, w którym spotyka się głównie młodzież. Podzieleni są na trzy grupy wiekowe według szkół, do których uczęszczają: ławka z lewej należy do podstawówki, w środku do gimnazjum, a na prawej zawsze goszczą licealiści.
— Po co my tu przyszłyśmy? — Dziwię się.
—Żebyś lepiej poznała resztę moich przyjaciół. Spędzamy czas wolny właśnie tutaj. No chodź. — Ciągnie mnie za rękę.
Idziemy w kierunku zupełnie nieznanych mi osób. Głównie są to chłopcy, ale dziewczęta również się zdarzają. Spotykają się tutaj przedstawiciele wszystkich klas podstawówki.
— Siema — blondynka odzywa się jako pierwsza.
— Cześć Lauren — wszyscy witają ją promiennym uśmiechem.
— Kogo przyprowadziłaś? — pyta jakaś wysoka, czarnowłosa dziewczyna.
— To Marisa — odpowiada koleżance.
Lekko speszona ich spojrzeniami chowam się za zielonooką.
 —No nie wstydź się. — Lauren to rozśmiesza. — Wyjdź i przywitaj się.
~~*~~

~~*~~
Siedzę już przez długi czas z zamkniętymi oczami. Postanawiam zaufać Lauren i zdać się na jej „zabiegi”, po których mam niby wyglądać lepiej, ponieważ przyjaciółka nie może już słuchać o mojej niskiej samoocenie.
— Długo jeszcze? — pytam zniecierpliwiona.
— Spieszy Ci się gdzieś?
— Nie, ale chcę zobaczyć efekt — mówię podekscytowana.
— I bez tego wyglądasz pięknie. Gdybyś zadbała o swoje włosy, np. używała odżywki i chodziła do fryzjera, to byłyby w świetnym stanie.
— Z tymi włosami nic się zrobić już nie da — wzdycham.
— Nie da się otworzyć parasolki w tyłku, a poza tym to wszystko jest wykonalne. Nic na siłę. Musisz sama się przekonać, iż jest możliwość ogarnięcia tej szopy.
— Na tę chwilę ty próbujesz coś z nimi zrobić — wypowiadam to lekko się krzywiąc.
— Uwierz, że nie jest to proste.
Syczę czując jak przyjaciółka pociągnęła mnie mocno za włosy.
— Wybacz — mówi.
Po godzinie męki udaje jej się skończyć „upiększanie mnie”. Ciekawa efektu niemal od razu otwieram oczy. Widząc w lustrze swoje odbicie nie mogę siebie poznać. Lauren potrafi czynić cuda. To pierwszy raz kiedy myślę, że mogę wyglądać pięknie. Jednak włosów bym chętnie się wyzbyła. Niestety łysa chodzić nie mogę, więc muszą ze mną pozostać. 
— Dziękuję! Jesteś najlepsza! — rzucam się jej na szyję.
~~*~~

~~*~~
Stojąc przed dwójką swoich byłych oprawców nie czuję już strachu. Aaron i Amanda znęcali się nade mną wystarczająco długo. Nigdy więcej nie dam im sobą pomiatać.
— Masz jakiś problem Turner? — pyta dziewczyna.
— Tak mam, wy nim jesteście. Ty tępa szatynko oraz twój niezbyt rozgarnięty chłoptaś zajęliście nasze miejsce. Usuniecie się grzecznie czy nasi przyjaciele mają zrobić z wami porządek? — z satysfakcją wyczekuję na ich reakcję.
— Jakich was?
Po tych słowach zza ich pleców wyłania się Lauren ze swoimi kolegami, z ostatniej klasy.
— Obejrzyjcie się za siebie. — Wskazuję palcem na paczkę moich nowych znajomych.
Odwracając się w stronę blondynki i reszty, nie mogą wydusić żadnego słowa. Mam ochotę śmiać się tak głośno, że pewnie obudziłabym zmarłych, ale daruję sobie.
—To nasza ławka. Wy nie macie tutaj wstępu, kretyni! — wrzeszczy na nich wściekła Lauren.
Słyszę jak tylko coś burczą pod nosami i się wynoszą.
~~*~~

~~*~~
— Zaraz się tu chyba wykończę — mówię zdyszana.
— Nienawidzę wf-u. Strata czasu — mówi Lauren wyraźnie niezadowolona.
— Jakby nie mogli usunąć nam tego przedmiotu z planu — mamroczę.
— Nie mam zamiaru biegać cały czas przez kilka przecznic za trenerem. — Na twarz blondynki wstępuje szeroki uśmiech.
— Co znowu wymyśliłaś? — pytam.
— Za rogiem jest piekarnia. Wstąpimy sobie na pączki, co ty na to?
— Chcesz odłączyć się od grupy i iść coś zjeść?! — Jej pomysł wydaje mi się śmieszny.
— Nie zjadłam dzisiaj śniadania, bo zaspałam. Nic się nie stanie jak na chwilę sobie usiądziemy, odpoczniemy i zjemy — Przyjaciółka nie przestaje mnie namawiać.
— Będziemy miały przerąbane jak trener się dowie — szepczę jej do ucha.
 — A musi wiedzieć? Robimy tutaj kilka kółek dziennie. Usiądziemy w takim miejscu, żeby nie było nas widać przez okno, a jak już będziemy wypoczęte to dołączymy do grupy, która powinna przebiegać wtedy kolejne kółko.
Uznaję jej pomysł za dobry i możliwy do zrealizowania. Gdy jesteśmy w wyznaczonym miejscu, odłączamy się z przyjaciółką od klas wbiegając jak najszybciej do piekarni.
— Chyba się nie skapnął — Dziewczyna wybucha głośnym śmiechem.
— Zamawiacie coś? — pyta się nas starsza pani stojąca za ladą.
— Dwa pączki poprosimy. — Lauren błyskawicznie składa zamówienie.
Delektujemy się nie tylko odpoczynkiem, ale i smakiem wyśmienitych wypieków. Przyznaję, że ta piekarnia ma genialne pączki. Przebywając w tym miejscu zupełnie tracimy poczucie czasu. Nie wiemy ile już siedzimy w tej piekarni. Niestety szczęśliwie się to dla nas nie kończy.
— A więc tutaj jesteście?! — Poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu.
Natychmiastowo odwracam głowę w stronę naszego nauczyciela wf-u. Jego jedna dłoń spoczywa na moim ramieniu, a druga na ramieniu Lauren. Mężczyzna nie jest zbyt zachwycony.
— Co trener tu robi? — pytam zdziwiona.
— Lekcja już dawno się skończyła. Poszedłem biegać z klasą pierwszą i czwartą. To czterdzieści sześć osób, a wróciłem do szkoły z czterdziestką czwórką uczniów. Ubyła mi dwójka i doskonale wiedziałem, która. 
— Mamy kłopoty — szepczę do przyjaciółki.
— A żebyście wiedziały — odpowiada mi wf-ista.
W sumie musiałby być głuchy, żeby tego nie usłyszeć.
~~*~~

~~*~~
— Dzwoniłaś, czy coś się stało? — Ledwo dysząc opieram się o mur.
— Wejdź do środka. — Lauren wpuszcza mnie do swojego domu.
— Biegłam tutaj, więc mam nadzieję, że sobie nie robiłaś jaj.
— Nie robiłam. Przejdźmy do salonu.  
Siadamy na aksamitnym obiciu kanapy przyjaciółki. Dziewczyna daje mi szklankę z wodą. Łapczywie wypijam prawie całą zawartość w przeciągu kilku sekund.
— No więc, co się dzieje? — ponawiam pytanie.
— Czy musi się coś stać, żebym po ciebie dzwoniła? — Blondynka zaczyna się śmiać.
— Czyli jednak zrobiłaś mnie w konia? — Irytuję się.
— Nie, mam coś dla ciebie. Myślę, że ci się spodoba. — Podaje mi małe pudełeczko.
— Co to?
— Otwórz, a się dowiesz — mówi.
Wykonuję jej polecenie. Moim oczom ukazuje się piękna bransoletka z czarnymi perełkami. W jej dolnej części znajduje się małe, złote serduszko, a na nim napis „Zrobione z przyjaźni”. Dziewczyna wyjmuje ze swojej kieszeni identyczną błyskotkę.
— Przyjaciółki na zawsze. — Po wypowiedzeniu tych słów rzuca mi się na szyję.
~~*~~

Nadal posiadam tą bransoletkę w torbie. Ciekawe czy i ona ją ma? Zasypiam z uśmiechem wymalowanym na twarzy.



A więc to ostatni rozdział wiejący nudą. Znaczy w moim mniemaniu xD Mam nadzieję, że jednak akcja się spodoba :) Tutaj pokazuję, dlaczego Lauren jest tak ważna dla Marisy. Oczywiście wyjaśnia się sprawa zatelefonowania do niej. Teraz mam trochę nauki i trochę rozdziałów do nadrobienia, a najwięcej u Justyny. W weekend postaram się przysiąść :D Za taką serię nudy chyba mnie zabijecie xD Od następnego rozdziału powinny kończyć się wasze katusze. Nie każdemu rozdziały mogą przypaść do gustu, ale nie da się pisać tak, aby wszystkim się spodobało :D
Hmm dowiedziałam się, że biorę udział w konkursie na blog miesiąca lutego na Księdze Baśni. Jeśli komuś się to ff podoba niech zagłosuje w sondzie [LINK] na mrok-fanfic :) Bardzo dziękuję za głosy :*

17 komentarzy:

  1. Hejo kochana! :3
    Rozdział baaaardzo mi się podobał! Jak zawsze! I nie próbuj mi wmawiać, że jest nudny (bo znowu będziemy się kłóciły xD)!! xD
    Cieszę się bardzo, że Marisa zadzwoniła do Lauren. Myślałam, że trochę dłużej ze sobą porozmawiają xD No ale skoro za dużo na rozmowę przez telefon, to spoko. Już nie mogę doczekać się ich spotkania! Nie wiem czemu, ale mam dziwne wrażenie, że coś może się wtedy wydarzyć xD Może to dlatego, że już nie mogę doczekać się jakieś akcji?? Już chcę, żeby pojawił się Luke (czekam z niecierpliwością!).
    Spodobał mi się pomysł z tymi wspomnieniami Marisy. Przyjemnie mi się je czytało. Szkoda, że tak ją dręczyli w szkole. Bieda :( Zawsze muszą znaleźć sobie jakiegoś kozła ofiarnego. Powiem szczerze, że na początku nie zorientowałam się, że to pojawiła się Lauren. Fajnie, że później zaczęły się ze sobą przyjaźnić.
    Heheheh na miejscu Marisy, gdyby ktoś przedstawił mnie komuś, to również bym się nie odzywała. Niestety należę do tych nieśmiałych osób... Bywa xD
    Chciałabym zobaczyć miny Aarona i Amandy (oba imiona na „A” xD). Musiały być bezcenne! Pewnie trudno było im uwierzyć, że Marisa znalazła nowych znajomych. Heh. Stracili swojego kozła ofiarnego xD
    Hahahah z Mrisą mamy ten sam problem. Często nie mogę ułożyć swoich włosów. A po umyciu to tragednia (to już kolejna rzecz, która nas łączy xD).
    O! Czytając o tych bransoletkach od razu przypomniało mi się, jak z przyjaciółką, na wycieczce w Czechach, kupiłyśmy sobie takie same bransoletki. Nawet jeszcze mam swoją (to było jeszcze w podstawówce!) xD
    Z niecierpliwością czekam na nn! Potopu weny twórczej życzę! Pozdrawiam cieplutko! xoxo :***
    Maggie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha my się wiecznie kłócimy o to xD Hehe masz przeczucie, że koniecznie coś się wydarzy? Być może... xD Lauren jej pomogła i zaprzyjaźniły się tak jak siostry. Też bym chciała zobaczyć imiona Aarona i Amandy (a nom oba imiona zaczynają się na "A" i to było zamierzone) xD Często tak jest, że przyjaciółki kupują sobie bransoletki przyjaźni :D Serio nadal ją masz? :O
      Dziękuję za opinię i cieszę się, że przynajmniej ciebie nie zanudziłam kochana :*

      Usuń
  2. Hejka.

    Dopiero odkryłam tego bloga, a już bardzo mi się podoba. Zapowiada się wiele ciekawych akcji i wątków.
    Bardzo się wciągnęłam, bo przeczytałam wszystkie rozdziały właśnie dziś.
    Czekam na zakładkę z bohaterami i oczywiście na kolejny rozdział.
    Życzę weny.
    Buziaczki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że blog Cię zaciekawił. Owszem zapowiada się, ale zobaczymy jak mi one wyjdą xD No zakładka już za niedługo się pojawi wraz z rozdziałem 5 :)
      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
    2. zostałaś nominowana do LBA http://anormalgirlrydel.blogspot.com/2016/03/lba.html

      Usuń
  3. Witam.
    Nie mam zamiaru kłamać i pisać, że przeczytałam wszystkie wpisy, były cudowne i zapraszam do siebie...
    Prawda jest taka, że znalazłam cię na blogu Uwolnij Słowo i weszłam, zgodnie z regulaminem.
    Fakt jest taki, że przeczytałam streszczenie- prolog i trzy pierwsze rozdziały, a ten czwarty nadrobiłam w całości. Nie wiem w sumie od czego zacząć.
    Po pierwsze, to język, którym posługują się nastolatki i to w dodatku z sierocińca, jest moim zdaniem nieco zbyt wyniosły i poukładany, normalne nastolatki tak nie mówią, ale to w sumie żaden problem. Po prostu tak mi sie to rzuciło w oczy. Marisa to fajna postać. Wiele przeszła, musi mieć ogromną traumę z dzieciństwa, a mimo to jakoś funkcjonuje. Chociaż wydaje mi się, że nie miała innego wyjścia, jak zwyczajnie nauczyć się żyć w sierocińcu, bez rodziców i starych przyjaciół. Bardzo podobały mi się wspomnienia związane z Lauren! Dlaczego? Bo były tak prawdziwe i naturalne, że nie mogłam przestać się uśmiechać!
    Najbardziej podobało mi się to ostatnie, kiedy Marisa mówi: biegłam tutaj, więc mam nadzieję, że nie robiłaś sobie jaj? [...] A jednak robiłaś mnie w konia!
    To takie podobne do mnie, że aż sobie nie wyobrażasz. No i nienawiść do lekcji wf-u również :D
    Były dobrymi przyjaciółkami. Na początku nie przypuszczałam, że Lauren będzie starsza, ale w sumie nie widać tej róznicy wieku pomiędzy nimi. Nieźle utarła nosa tej dwójce, która się znęcała nad Marisą :D
    No cóż mogę napisać jeszcze? Ten rozdział wzbudził we mnie mnóstwo miłych emocji i szeroki uśmiech na twarzy, a to naprawdę rzadkość, jeśli chodzi o moją osobę. Gratuluję i oby tak dalej!
    Co do błędów, to nie widziałam ich wiele- ewentualnie jakaś literówka, albo brak znaków interpunkcyjnych, ale to zdarza się i najlepszym.
    Z chęcią zaobserwuję blogi będę tutaj wracała w miarę moich możliwości. Możesz nawet mnie informować o nowościach, jeśli tylko znajdziesz czas :)
    Pozdrawiam, Dora.
    morderous-family.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerość to podstawa, a tą cechę cenię najbardziej ;) Hmm faktycznie trochę przesadzam w tych dialogach, ale niestety tak już mam xD Cieszę się, że przynajmniej te wspomnienia się spodobały, bo myślałam, iż będą najnudniejsze ;p Chciałam pokazać więź między Marisą i Lauren, ponieważ pod poprzednim postem mówiono mi, że nie widać jej xD Błędy zawsze się zdarzają xD Cieszę się, że zaciekawiłam :D Jak znajdę czas, bo z nim jest krucho to również Cię odwiedzę :)
      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
  4. Już jestem! :* Wiem, że jak zwykle spóźniona i nie wiem, czy to się zmieni, ale jestem i już ładnie, mam nadzieję, komentuję! No, w każdym razie rozdział bardzo mi się podobał. Wcale nie było tak nudno :p Ja myślę, że wspomnienia Marisy znacznie ożywiły ten rozdział i przybliżyło to nam więzi między nią a Lauren. Mimo wszystko mnie tak, jak Catti, nieco podejrzane wydaje się to, że nagle dziewczyna chce odnowić kontakt. Jakoś mnie się to nie klei, bo skoro nie ma tam dużo sierocińców, to dlaczego tak długo to wszystko trwało? Nie miała czasu dla przyjaciółki? Jakoś nie za bardzo to łykam, ale może szukam tylko wszędzie spisków, a faktycznie blondynka nie miała możliwości? Chociaż… no sama już nie wiem! Chyba muszę czekać do rozstrzygnięcia tego na ich spotkaniu. Poza tym ich rozmowa wydawała mi się taka sucha i za mało emocjonalna, dlatego jeszcze bardziej czekam na spotkanie face to face i zobaczę jak to będzie.
    Niezbyt ogarnięty ten komentarz, ale jestem tu w biegu, jak wszędzie ostatnio  Po obowiązkach domowych czas na naukę historii do jutrzejszej kartkóweczki! A na 19 korki z matmy, nie ma jak to matma w niedzielę <3
    Pozdrawiam i czekam na następny!
    CM Pattzy

    http://niewinne-grzechy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się kochana nie stało! :) Hmm chciałam właśnie pokazać ich więź w tych wspomnieniach. Myślałam, że to będzie najnudniejsze xD No właśnie... nigdy nie można być niczego pewnym xD Lubię sama snuć bardzo dużo domysłów (Ruda o tym wie najlepiej xD). Tutaj też chcę poznać teorie czytelników xD Czy są blisko mojego sposobu myślenia - czasem trafiają w samo sedno xD W końcu zgadną mi całe opko ;p Jeżeli chodzi o Lauren i Marisę... zobaczymy xDD
      Omg niedziela z matmą to sama radość... xd Współczuję kochana ;(
      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
  5. Ja tam się nie bardzo zgadzam z tym, że ta sprawa jest podejrzana. Tzn, może i jest, ale na razie nie ma do tego większych przesłanek. Catia uważa, że to dziwne, że Lauren odzywa się po 8 latach, a moim zdaniem to nie jest podejrzane. Może musiała do tego wszystkiego jakoś dorosnąć? Może przez te wszystkie lata po prostu żyła swoim życiem, a teraz przypomniała sobie o przyjaciółce i zapragnęła zapytać co u niej? Nie usprawiedliwiam (w żadnym wypadku!) takiego zachowania, ale uważam, że jest ono możliwe. I całkiem prawdopodobne, tym bardziej, że Marisa przecież też się do niej nie odzywała. Milczenie Marisy nie jest dziwne, a milczenie Lauren już tak? Catia chyba szuka dziury w całym xD

    Aczkolwiek ta rozmowa M&L wydała mi się trochę... zaskakująca. Lauren świergotała jak ptaszek, jakby nie widziała się z M przez trzy dni, a nie tyle lat. Jakoś tak... bardzo bezstresowo podeszła do tej rozmowy. I to rzeczywiście jest dziwne.

    Podobały mi się te retrospekcje. Lubie gdy wspomnienia są przekazywane w taki sposób;D

    Czekam na następny rozdział! ;*

    I przepraszam, że tak krótko, ale jestem w trakcie nauki i zrobiłam sobie po prostu chwilową przerwę. Nie chcę, żeby zaległości mi się piętrzyły w nieskończoność xD Myśle, że zrozumiesz ;*

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w sumie xD Catia szuka dziury w całym, ale patrząc z jej perspektywy - tylko ona się nie odzywała, a milczenie Marisy całkowicie pominęła xD Lauren faktycznie z lekkością podeszła do tej rozmowy, ale cóż... xD Myślałam, że to właśnie retrospekcje wyszły najgorzej i ten rozdział będzie najnudniejszy :P
      Wybaczam kochana! Ja również mam sporo zaległości na blogach, ponieważ mam ciężkie tygodnie zawalone nauką :(
      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
  6. A mnie kurcze wydaje się to dziwne! Chociaż, może z drugiej strony pomyślała, że Marisa obwinia ją o śmierć rodziców, no ale nie mam do końca pewności. Jeszcze wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ta... dziwna rozmowa telefoniczna. Osiem lat. Powtarzam osiem lat. Były małymi dzieciuchami dziesięcioletnimi, no Laurel może starsza, co nie zmienia faktu (będę w tym momencie brutalna), że takie dzieciaki nie wyrabiają jeszcze poważnej i stałej więzi z kimś, więc ten telefon po pierwsze wydawał mi się kompletnie niepotrzebny, a po drugie nienaturalny. :x
    Z kolei ruda koleżanka wydaje się być jakąś lepszą kandydatką na przyjaźnie niż Laurel. Oceniam ją od razu, mogę się mylić i mogę zmienić zdanie, ale jak na razie pod żadnym względem dziewczyna nie przypadła mi do gustu :/ Za to szkoda mi Jareda, że tak go zostawiły :C
    Kurczę no dalej po tych wspomnieniach nie jestem przekonana do Laurel :x Nie wiem dlaczego, ale buduje się we mnie taka wewnętrzna jakaś niechęć i szczerze to nawet bym nie chciała tego spotkania xD No ale może teraz po tylu latach będzie to wyglądać inaczej :D
    Życzę weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 8 lat to sporo czasu, a Lauren podeszła do niej spokojnie. Może jej telefon wydał się nienaturalny, ale nic na to nie poradzę xD Dziewczyny całkowicie zapomniały o Jordanie i szkoda go troszkę, jednak jakoś mu się może zrewanżują? xD Hmm zobaczymy, co czas pokarze :)
      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
  7. Hej!
    Nadrobiłam dzisiaj wszystkie rozdziały, co chyba wystarczająco świadczy o tym, że piszesz bardzo fajnie, przyjemnie się to czyta i... oby tak dalej :D
    Jakkolwiek samo opowiadanie jest napisane świetnie i ciekawi mnie bardzo jak rozwinie się akcja, tak postać Marisy średnio mnie przekonuje... To znaczy, o ile Marisa-dziecko zdobyła moją całkowitą sympatię, tak już ta starsza... Przepraszam, to nie jest absolutnie żaden zarzut i nie chcę, żebyś przypadkiem tak to odebrała, ale po prostu osobiście mam lekką awersję do takich postaci, które robią wszystko by pokazać, jakie to one nie są silne. Oczywiście rozumiem traumę i uważam, że jest to jak najbardziej wiarygodnie zarysowany charakter, tylko po prostu... Powiem może tak - po rozmowie w kawiarni z Jordanem i Catią doszłam do wniosku, że to raczej nie będzie moja ulubiona postać, po jej emocjonalnym wybuchu (jak to brzmi) z kolei zaczęłam jej naprawdę współczuć jak w tej dziecięcej części.
    Bohaterowie drugoplanowi, mimo że jeszcze się zbytnio nie wykazali podbili moje serce i liczę na więcej scen z ich udziałem. Jak na razie moim numerem 1 jest Laureen (co jest zaskakujące, bo zwykle moimi ulubieńcami zostają męscy bohaterowie). Po prostu pokochałam ją za te dziecięce scenki. Choć muszę ci powiedzieć szczerze, że rozmowa przez telefon była jak dla mnie troszkę za krótka, szczególnie że dziewczyny tak długo się nie widziały. Czuję niedosyt.
    Od strony technicznej - piszesz bezbłędnie, masz fajny, lekki styl. Powtórzenia się zdarzają, ale to jak każdemu. Jedyne co mnie troszkę męczy to określenia typu "zielonooka", aczkolwiek możliwe, że się przyzwyczaję.
    Co do naciągania faktów - tak, rzeczywiście lubisz to robić ;) Ale raczej nie miałam problemów z przymknięciem na to oka, więc jest dobrze.
    Podsumowując - spodobało mi się, więc zostawiam komentarz, dołączam do obserwatorów i obiecuję, że w miarę możliwości będę zaglądać i komentować.

    Trzymaj się cieplutko!
    Ari

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj! Cieszę się, że zaciekawiłam :) Dziękuję bardzo choć do naprawdę dobrego pisania jeszcze bardzo dużo mi brakuje :D Hmm ja nie odbieram tego jako zarzut. W innych opkach, które pisałam jak byłam młodsza to oczywiście chciałam, aby każdy polubił główną bohaterkę. Teraz jednak nie staram się usprawiedliwiać zachowania bohaterów. Każdy ma z nich wady i zalety (wszystkie staram się pokazać xd). Po co opisywać wszystkich idealnych bohaterów i idealny świat skoro to nadaje się bardziej na jakąś bajkę wtedy? Życie też jest brutalne, a ludzie nie zawsze są tacy jakimi się wydają xD Marisa faktycznie chce pokazać jaka to ona nie jest silna. Prawda jest taka, że nie spotkała się z bezpośrednim zagrożeniem utraty życia. Jednak wkrótce to się zmieni muahaha xD Bohaterowie drugoplanowi (jej przyjaciele) są jej najbliżsi i będzie sporo rozdziałów z nimi. Być może spotkanie, jeżeli się odbędzie, nasyci Cię kochana xD Hmm nic nie mogę poradzić na naciąganie faktów - staram się z tym walczyć, ale pisanie cały czas fantastyki robi swoje xD
      Dziękuję za opinię :*

      Usuń
  8. Ostatnio napisałem "do kolejnego rozdziału" a chodziło mi o poprzedni rozdział. Mam gorączkę i przez to niekoniecznie sprawnie rozumuje (czytaj: wolniej myślę).

    Mnie też nie wydaje się to dziwne, a Catia jest najzwyczajniej zazdrosna. Wydaje mi się, że jest taką psychofanką swojej przyjaciółki, bo nie ma nikogo innego, oprócz niej i chce na siłę utrzymać ją przy sobie. Dziewczę się obawia, że Marisa wyjedzie do Lauren, a ona zostanie sama - tak to widzę.

    Retrospekcje uwielbiam, aczkolwiek ciągle mi w opowiadaniu brakuje jakieś takiej autentyczności, ludzkich zachowań. Seri, gadka o włosach by dokuczyć? Chyba się wychowałem w innym świecie, a na pewno w innych czasach.

    Pozdrawiam i nadal czekam na ten Thriller co będzie pozostawiał po każdym rozdziale niedosyt i mroził krew w żyłach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wspominałam to kłótnie o błahostkach xD Catia nie jest psychofanką Marisy tylko się o nią martwi xD Z resztą... Nie usprawiedliwiam bohaterów :)
      Takie rzeczy mogą się zdarzyć, ale cóż...
      Wiem, że brakuje tutaj akcji. Zaczynać się będzie od następnego rozdziału.

      Usuń