piątek, 14 lipca 2017

Chapter 13


Kiedy wracam do pokoju niemal od razu rzucam się na łóżko. Normalnie byłabym padnięta po męczącym tygodniu nauki, a piątek byłby porą odpoczynku. Jednak nie czuję się wyczerpana. Dzisiaj kompletnie nie mogłam się skupić na nauce. Moje myśli krążyły gdzieś daleko i nie potrafiły powrócić do szkoły. Na szczęście to już koniec, zaczyna się weekend! Na odpoczynek mam dwa kolejne dni, bo dzisiaj będę się bawiła na całego.
Od tylu lat nie widziałam się z Lauren. Przez ostatnie wydarzenia całkowicie o niej zapomniałam, ale telefonem przypomniała o swoim istnieniu. Teraz nic innego się nie liczy, tylko nasze spotkanie. Mamy sobie wiele do opowiedzenia. Umieram z ciekawości, co słychać u blondynki. Nadal nachodzą mnie wątpliwości, przecież jest częścią mojej przeszłości i w dniu, w którym straciłam wszystko wracałam od niej. Nie może jednak kojarzyć mi się ona tylko z przykrymi wydarzeniami. Spędziłyśmy miły czas, po którym również pozostało wiele wspomnień. Kto wie, może to spotkanie też będzie jednym z przyjemnych wspomnień, do którego będę często powracać w przyszłości? Bardzo chcę odnowić nasz kontakt. Został on całkowicie utracony, ale taki stan rzeczy mi się nie podoba. Teraz mam okazję to zmienić i na pewno nie odpuszczę.
Teraz pozostaje najważniejsze pytanie — w co ja mam się ubrać?! Nigdy nawet nie byłam w barze „La Costa”. Nie mam zielonego pojęcia, w jakich ubraniach ludzie tam przychodzą. Stroją się elegancko czy zakładają pierwsze lepsze ciuchy, jakie im się nawiną?
— Boże, dziękuję ci za weekend! — krzyczy uradowana Catia, wchodząc do pokoju.
Rudowłosa dziewczyna rzuca torbę obok łóżka i od razu kładzie się na wersalce, naprzeciwko mnie. Robi to powoli, z grymasem bólu na twarzy. Kiedy wreszcie udaje jej się zająć wygodne miejsce, oddycha z ulgą.
— Jak ja nienawidzę WF-u. Kto widział biegać całą lekcję?! — Oburza się. — Teraz będę miała takie zakwasy, że z łóżka się nie podniosę!
— Mogłaś olać sprawę i znowu nie ćwiczyć.
— Raz na miesiąc muszę, żeby ta stara jędza się do mnie nie przyczepiła.
— I wtedy zawsze ledwo wracasz tu o własnych siłach. Miej całkowicie wylane, jak ja. — Wzruszam ramionami.
— Muszę wydobrzeć, bo w poniedziałek zaczynam trening Muay tai!
— Najpierw popracuj nad wytrzymałością, bo odpadniesz, jako pierwsza. —Chichoczę.
Podnoszę się pomału z łóżka, aby rozpocząć szykowanie się. Wyciągam telefon z torebki. Niestety mam tylko 8% baterii, więc niewiele brakuje, żeby się wyładował. Podłączam go do ładowarki, a następnie kieruję się w stronę szafy.
Wyciągam z niej biały top i czarną spódniczkę. Po chwilowym przyjrzeniu się, odrzucam ten komplet. Wkładam go z powrotem do szafy. Nie mogę ubrać się jak na zakończenie roku, to nie jest jakaś uroczystość tylko zwykłe spotkanie. Wyciąganie po kolei każdego możliwego ubrania nie przynosi zadowalającego efektu. We wszystkim widzę jakieś „ale”, przez co nie jestem w stanie wybrać czegokolwiek.
— Czego tak poszukujesz? — pyta przyjaciółka po dłuższej chwili obserwowania mnie.
— Nie mam się w co ubrać, a dzisiaj spotykam się z… — zawieszam się na chwilę. Przecież Catia jest przeciwna mojemu spotkaniu z Lauren. Jeśli jej powiem, że idę zobaczyć się z nią, to ruda będzie prawić mi morały, aż w końcu się spóźnię. Skoro bez jej wiedzy zadzwoniłam do dawnej przyjaciółki, to nie mogę się teraz do tego przyznać. Nie wiem w sumie, czym się martwię, przecież to nie jest sprawa Catii, z kim się spotykam, ale obiecałam już jej nie okłamać. — Dennisem. — Dokańczam zdanie z chytrym uśmieszkiem, gdyż w mojej głowie zradza się pewien pomysł.
— A kto to jest Dennis? — Dziwi się.
— Dzisiaj przed lekcjami poszłam do kawiarni „Delicious”. Po prostu chciałam tam usiąść i pewne rzeczy przemyśleć. Wpadłam tam na pewnego kelnera, który postawił mi kawę na swój koszt. Zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że mamy wiele wspólnych tematów. Zaprosił mnie dzisiaj na randkę. — Wciskam przyjaciółce najbanalniejszy kit w moim wykonaniu.
— Znasz go zaledwie jeden dzień i już się z nim umawiasz?
— No tak jakoś wyszło. Jest taki czarujący, że nie mogłam tak po prostu mu odmówić. — Staram się zrobić minę rozmarzonej, choć marnie mi to idzie.
— To zauroczenie… — Przewraca oczami. — Musisz powalić go swoim wyglądem, jeśli chcesz, żeby coś z tego było. — Z niemałym problemem wstaje z łóżka i podchodzi do szafy. — Uwielbiasz spodnie, ale w tym wypadku nie możesz ich założyć. Masz zrobić na nim ogromne wrażenie, więc musisz wytrzymać cały wieczór w sukience lub spódniczce.
— Catiu nie miałam pojęcia, że jesteś taką znawczynią w dziedzinie randkowania! — Od tej strony nie znam mojej przyjaciółki.
— Dobra, dobra, nie gadaj tylko zakładaj! — Podaje mi do ręki swoją turkusową sukienkę.
Marszczę czoło, gdyż faktycznie nienawidzę chodzić w czymkolwiek innym niż spodnie i bluza, ale skoro już zaangażowałam Catię w wyszykowanie mnie, nie mogę teraz się sprzeciwić.
Wykonuję jej polecenie, a następnie ustawiam się przed lustrem. Przyglądam się uważnie, czy wyglądam tak koszmarnie jak mi się wydaje.
Sukienka jest połączeniem koronki i szyfonu. Koronka jest do samego pasa, wykonanego z szyfonu. Na plecach ma dekolt w kształcie litery V. Jest ona rozkloszowana i nie posiada ramiączek. Swoją długością sięga mi do kolan.
Przyznam, że moje obawy są najwyżej przesadzone. Sukienka jest idealnie dopasowana i podkreśla moją figurę. Lekka, zwiewna, świetnie pasuje na takie wyjścia.
— Jeszcze załóż to. — Tym razem podaje mi swoje czarne, dziesięciocentymetrowe szpilki.
— Wykończę się w nich!
— Nie marudź mi tutaj tylko zakładaj! — Krzyżuje ręce na klatce piersiowej i zaczyna tupać nogą w oczekiwaniu, aż jej posłucham.
O wiele bardziej wolę trampki, jednak do sukienki nie mogę ich założyć. To znaczy mogę, ale będę wyglądała jak kompletna idiotka.
To dziwne, że stroję się tak dla Lauren. W sumie to dla rzekomego Dennisa. Blondynka zawsze wyglądała świetnie i była bardziej kobieca ode mnie. Tym razem mam szansę jej udowodnić, że ja również potrafię przykuwać uwagę chłopaków. Zaprezentuję jej, jak bardzo zmieniłam się w przeciągu tych prawie ośmiu lat.
Zakładam szpilki na nogi. Już po kilku krokach zrobionych w pokoju stwierdzam, że to będzie długa i ciężka mordęga, ale muszę jakoś przetrwać. Nie miałam na sobie nigdy butów na obcasach, więc nie jestem przyzwyczajona. Co jakiś czas zdarza mi się potknąć, jednak to da się jakoś wypracować, lecz czas ucieka.
— Teraz usiądź, troszeczkę cię pomaluję. — Ruda wydaje kolejne polecenie.
Z ogromną ulgą siadam na krześle i pozwalam przyjaciółce na nałożenie mi makijażu. Oczywiście nie w nadmiernej ilości jak Blair, bo nie mam zamiaru słuchać dwuznacznych propozycji w barze.

***

Jakoś nigdy nie miałam okazji, aby zajrzeć do tego baru. Mnie i przyjaciołom stanowczo wystarczała kawiarnia „Delicious”. To spokojne miejsce, w którym można usiąść, wypić kawę i porozmawiać o różnych głupotach. Nie mam pojęcia, czym różni się od niego bar „La Costa” , ale za chwileczkę się przekonam.
Budynek na zewnątrz niczym się nie wyróżnia. Zbudowany jest z białych pustaków. Niektóre z nich są pęknięte, ale to najwyraźniej nie stwarza zagrożenia zawaleniem się konstrukcji, skoro nic z tym nie zrobiono do tej pory. Namiotowy dach jest wykonany z czarnych jak smoła dachówek. Nad brzozowymi drzwiami wisi sporej wielkości neon z nazwą baru.
Czuję się strasznie podekscytowana, ale jednocześnie wystraszona. Nie miałam kontaktu z Lauren przez tyle lat, zdążyłam ułożyć sobie jakoś wszystko w głowie i zapomnieć o straszliwych wydarzeniach z przeszłości, jednak jej telefon to wszystko zburzył. Wydawało mi się, że o niczym nie pamiętam, bo zepchnęłam najczarniejsze myśli o tamtym wieczorze do swojej podświadomości, a jedna rozmowa z dawną przyjaciółką wydobyła je wszystkie na zewnątrz. Owszem, bardzo chcę się z nią zobaczyć i porozmawiać, ale minęło już tyle czasu, w którym obie się zmieniłyśmy. Ja nie jestem już tą samą strachliwą i zakompleksioną dziewczynką. O zmianach, jakie zaszły u Lauren mam się dopiero przekonać.
Niepewnie chwytam za klamkę i przyciągam do siebie drzwi. Gdy przekraczam próg, zaczynam się rozglądać w poszukiwaniu przyjaciółki.  W środku znajduje się pełno ludzi, którzy są tak zajęci rozmowami, że nie zwracają nawet najmniejszej uwagi na obecność kolejnej osoby. Siedzą oni przy drewnianych stolikach na dębowych krzesłach z miękkimi, czerwonymi obiciami. Między stołami przemieszczają się kelnerki dzierżące w dłoniach srebrzyste tace, na których ustawionych jest kilka talerzy.
Stoję jak wryta przyglądając się każdej twarzy. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że nie mam zielonego pojęcia, jak teraz wygląda Lauren! Minęło prawie osiem lat, więc nie mogę oczekiwać, iż zobaczę jej dziecinną buzię. Mogłam poprosić ją o zdjęcie lub podesłać swoje, ale z nadmiaru podekscytowania po prostu o tym nie pomyślałam…
— Rusz się, blokujesz przejście. — Czyjś poirytowany głos dociera do moich uszu.
Nie czekając na kolejną uwagę nieznajomego, zaczynam iść przed siebie. Panujący gwar jest tak głośny, że ledwo słyszę stukanie swoich szpilek o ceramiczne płytki podłogowe. Przyglądam się uważnie każdej blondynce znajdującej w barze. Szukam w ich twarzach czegokolwiek, co pomoże mi rozpoznać przyjaciółkę. Szansa jest znikoma, bo w tym czasie na pewno ogromnie się zmieniła, ale nie pozostaje mi nic innego.
Po okrążeniu całego pomieszczenia siadam zrezygnowana na krześle przy barku. Na metalowych szafkach przylegających do ściany pomalowanej brązową farbą stoją rzędy różnokolorowych alkoholi, które przykuwają wzrok. Przyglądam im się zafascynowana ich barwami.
— Podać coś?
Dopiero to pytanie odrywa moje spojrzenie od butelek. Wędruje ono ku blondynowi o rzymskich rysach twarzy i bladej cerze. Jest wysoki, na moje oko ma około metra dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Może mieć około dwudziestu pięciu lat. Ma piękne, blond loki, ale o wiele bardziej przykuwają uwagę jego oczy. Otóż jedno z nich jest niebieskie, a drugie piwne. Być może to przez światła w barze, albo sprawka genów. Jego pięknie wyrzeźbioną klatkę piersiową opina czarna koszula.
— Poproszę wodę. — Obdarowuję go uśmiechem.
Nie tylko moją uwagę zwraca przystojny barman. Na krzesłach obok siedzi wiele atrakcyjnych dziewczyn, które pożądliwym wzrokiem przyglądają się jego poczynaniom. To dziwne, że w ogóle nie zwróciłam na nie uwagi, kiedy tu siadałam.
— Proszę. — Stawia naprzeciwko mnie szklankę.
Jest tak zabiegany, że nawet nie czeka na jakąkolwiek moją reakcję. Wygłodniałe wielbicielki zamawiają drinki, byle tylko móc popatrzeć, jak zręcznie wychodzi mu ich przyrządzanie. Ten widok jest naprawdę zabawny i mogę przyglądać się temu resztę wieczoru, ale nie po to tutaj jestem.
Może po prostu mnie wystawiła, albo coś jej wypadło? No cóż, mogło się zdarzyć, ale powinna mnie o tym poinformować, skoro to ona zaproponowała spotkanie. Tracę tylko czas na czekanie, a być może w ogóle nie dojdzie ono do skutku.
— Ten facet ma się czym pochwalić. Najwyraźniej jest tutaj główną atrakcją.
Odwracam się w stronę, z której padły te słowa. Obok mnie siedzi dziewczyna o szmaragdowych oczach, które bacznie przyglądają się tłumowi kobiet siedzących po lewej stronie. Blond włosy falami opadają jej na ramiona. Jej opalone, zgrabne ciało zakrywa biała sukienka na ramiączkach, która sięga jej do kolan. Na jej pomalowanych czerwoną szminką ustach widnieje szeroki uśmiech.
— Jak się nazywa? — Wskazuje palcem na barmana.
— Niestety nie wiem, bo jestem tutaj pierwszy raz — odpowiadam.
— Też jestem tu pierwszy raz! Szkoda, liczyłam na jakieś spotkanie z nim poza barem. — Uśmiecha się zalotnie w jego stronę.
— Jak widać masz sporą konkurencję. Wszystkie chyba liczą na to samo. — Wskazuję głową na inne konkurentki. — Przynajmniej jest, na co popatrzyć, czekając na spóźnioną przyjaciółkę.
— Zabawne, moja przyjaciółka też się spóźnia. Czekam tutaj na nią już od godziny. Wiesz, nie widziałyśmy się już szmat czasu.
— I to wasze pierwsze spotkanie po latach? — Pytam przyglądając jej się badawczo, aby sprawdzić swoje przypuszczenia.
— Zgadłaś! Dawno temu zdarzyło się coś strasznego i przeniesiono ją gdzieś. Niestety nie miałam pojęcia, w jakie miejsce i dość długo jej szukam. Dopiero niedawno się dowiedziałam, że mieszka tutaj.
— Jak ma na imię ta przyjaciółka? Jeśli można wiedzieć. — Coraz bardziej przekonuję się do swojej teorii, ta jedna informacja jest kluczem do jej potwierdzenia.
— Pewnie, to nie jest żadna tajemnica. Z resztą, zapewne dużo dziewczyn ma tutaj tak na imię. — Wzrusza ramionami. — Ma na imię Marisa.
W tej chwili zaczynam krztusić się wodą, którą zaczęłam przed chwilą pić w napięciu oczekując odpowiedzi. Stukam się ręką o klatkę piersiową, starając złapać oddech.
— Wszystko w porządku? — Dziewczyna stuka mnie lekko dłonią w plecy.
— Lauren?! — Wykrzykuję, kiedy łapię oddech.
— Marisa?! To naprawdę Ty?! — Dziewczyna zaczyna lekko chichotać. — Wybacz, ale ta sytuacja jest zabawna.
— Zabawna? Jak, dla kogo? Myślałam, że mnie wystawiłaś!
— Ja myślałam podobnie. — Wyciąga ręce przed siebie w geście obrony. — Mogłam jednak poprosić o twoje zdjęcie albo chociaż podać ci swoje. Straszna gapa ze mnie. — Lauren obejmuje mnie, a ja odwzajemniam uścisk.
— Pod tym względem się nie zmieniłaś. Zawsze byłaś gapą! — Zaczynam się śmiać. — Opowiadaj, co u ciebie.
— To chodź, znajdziemy jakiś wolny stolik i pogadamy. — Nie czekając na moją odpowiedź, przyjaciółka łapie mnie za rękę i pociąga za sobą.
Nasza wędrówka między stolikami jest niczym wyprawa w góry. Przepychamy się między ludźmi idącymi w stronę barku. Po dość długim obchodzie udaje nam się odszukać jakiś wolny stolik. Lauren przyśpiesza tempa, gdy widzi, że jakaś para zmierza w jego stronę.
— Zwolnij! Zaraz się wywalę! — Wrzeszczę, ale dziewczyna najwyraźniej mnie nie słyszy albo nie chce usłyszeć.
Gdy jako pierwsze docieramy do stolika i siadamy na krzesłach, spotykamy się z dość nieprzyjemnymi spojrzeniami tamtej dwójki, chcącej go zająć.
— Ups. — Lauren uśmiecha się znacząco, kiedy odchodzą.
— To opowiadaj, co u ciebie.
— Po twoim zniknięciu próbowałam Cię znaleźć, ale bezskutecznie. Przez chwilę naszły mnie wątpliwości, czy w ogóle jeszcze uda nam się porozmawiać. Na szczęście mój brat wspierał mnie w postanowieniu i pomógł je zrealizować. Nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiłam! To, co się stało było… przerażające! Dotąd nie potrafię sobie wyobrazić, jak cierpisz i ciągle niedowierzam, że coś takiego miało miejsce… — Chwyta moją lewą dłoń i gładzi delikatnie jej wierzch.
— Czas leczy rany, zdążyłam już o wszystkim zapomnieć.
„A przynajmniej tak mi się wydaje” — dodaję w myślach.
— Naprawdę? Takich rzeczy raczej się nie zapomina.
— Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Uczę się już w ostatniej klasie liceum o profilu matematycznym, znalazłam przyjaciół i nie wiedzie mi się najgorzej. Jestem szczęśliwa, a ty? Jak ze szkołą, pracą? — Staram się zmienić niewygodny temat.
— Cieszę się, że pomimo tak ogromnej tragedii udało ci się pozbierać! Żałuję, że nie mogłam być przy tobie i wspierać, ale nie mogłam. Nie miałam pojęcia, gdzie jesteś. Nikt nie chciał udzielać mi informacji… Studiuję prawo, całkiem nieźle sobie radzę, chociaż jest ciężko. Jednak interesuję się tym, a to bardziej motywuje mnie do nauki.
— To widzę, że również dobrze ci się wiedzie. Co z naszą paczką? Wszyscy wyruszyli w świat? Macie ze sobą jakiś kontakt? — Dopytuję.
— Po podstawówce rozeszliśmy się do innych szkół i nasz kontakt się urwał.
Kiedyś wydawało mi się, że byliśmy ze sobą bardzo zżyci i będziemy cały czas trzymać się razem. Teraz widzę, iż to tylko dziecinne mrzonki. Nawet największa przyjaźń przez lata pozbawiona kontaktu może się wypalić. Tak jest i w tym przypadku. Możemy zebrać się znowu, ale teraz więcej nas będzie dzielić niż łączyć. Chociaż bardzo cieszę się, że widzę Lauren, to już nie to samo. Mamy tematy do rozmowy, możemy wspominać dawne chwile i opowiadać o nowych wydarzeniach, jednak nie jestem już tym tak podekscytowana jak kiedyś. Przez te lata moja przyjaciółka stała się dla mnie obca, podobnie jak cała paczka. Nic o nich nie wiem i muszę poznawać każdego na nowo. Nie chcę zburzyć swojego już poukładanego życia bez nich… To tylko miłe spotkanie po latach, ale nic więcej. Na początku się cieszyłam, dopiero teraz zrozumiałam, że to tylko chwilowa uciecha nim się dowiem, że nas wszystkich już nic nie łączy poza przeszłością. Do tej pory chciałam odnowić kontakt, z Lauren, ale to nic nie da. Już nie jest ona częścią mojego życia.
— Jak z drugą połówką? Znalazłaś już swojego księcia z bajki na białym jednorożcu? — Poruszam znacząco brwiami przy wymawianiu pytania.
— Daj spokój! Teraz nie to mi w głowie… — Na jej wargach pojawia się nieodgadniony uśmiech.
— O ile pamiętam, naszym celem było znalezienie chłopaka. Ja też nikogo nie mam.
— Z wiekiem nasze priorytety się zmieniły. Już nie jesteśmy głupiutkimi dziewczynkami, tylko kobietami!

***

Spędzenie z Lauren tych kilku godzin na rozmowie i wspomnieniach z dzieciństwa jest naprawdę miłe. Przynajmniej mogę się oderwać od popapranej codzienności, która staje się coraz gorsza. Do tej pory wszystko układało się po mojej myśli i było nieźle, ale od jakiegoś czasu dostaję jakieś dziwne anonimowe wiadomości. Dawna przyjaciółka wyrywa mnie, choć na chwilę swoim przyjazdem, ale i ono dobiega końca. Każda z nas musi teraz wracać do swojej codzienności.
— Dziękuję, że przyjechałaś. Nawet nie wiesz jak bardzo mnie uszczęśliwiłaś.
— Mówisz, jakbyśmy miały nigdy więcej się już nie spotkać. — Lauren przewraca oczami. — Jak tylko znajdę więcej wolnego czasu, znowu się zobaczymy. Chciałam zostać na dłużej, ale pomagam bratu w rodzinnym interesie.
— No dobra, trzymam za słowo. Niech chociaż doceni, że ma tak pomocną siostrę i pozwoli ci kiedyś odsapnąć, bo podle wykorzystuje twoją dobroć!
— Nie przesadzaj. — Obejmuje mnie na pożegnanie tak mocno, że zaczyna brakować mi tchu. — Za niedługo znowu się widzimy. Wtedy już na dłużej, może nawet cały weekend?
— Lecę, bo pani Allen mi urwie głowę za spóźnienie się. I tak pewnie umiera z niepokoju, chociaż ostrzegałam ją, że wrócę późno.
— Też muszę iść, może jeszcze wyrobię się na wcześniejszy pociąg.
Po tych słowach każda odchodzi w swoją stronę. Postanawiam iść skrótem. Prawie nikt nie korzysta z tej ciasnej alejki, a szkoda, bo to dobry patent. Można zaoszczędzić nawet kilka minut.
Mijam po drodze chłopaka siedzącego na ławce. Ubrany jest w białą bluzę i tego samego koloru adidasy oraz jeansy. Pewnie zakończył imprezę i czeka na jakiegoś kolegę, który zapewni mu podwózkę. Skręcam w prawo, prosto do mojego skrótu. Niestety jest on też słabo oświetlony, ale coś za coś. Po co robić oświetlenie, skoro przechodzi tutaj zaledwie kilka osób dziennie.
Lauren chce powrócić do mojego życia? Wątpię, czy jej się to uda. Pewnie chciała dać mi jakąś nadzieję na spotkanie, ale zapomni o mnie, gdy tylko wróci do domu. Chociaż nie szukała mnie po to, żeby tylko raz się ze mną spotkać. Możemy utrzymywać kontakt i spróbować odnowić przyjaźń, jednak nie wiem, czy nam się uda. Zbyt dużo nas już dzieli.
Oprócz stukania moich obcasów w alejce udaje mi się wychwycić dźwięk czyichś ciężkich kroków. Odwracam się dyskretnie za siebie, aby się przekonać, czy faktycznie mam rację. Ten chłopak, który chwilę temu siedział na ławce najwyraźniej idzie za mną. Zapewne żaden kolega nie ma zamiaru go odbierać po balandze i musi sam wracać. A przynajmniej tak mi się wydaje, że to jest on. Gdy znajduje się bliżej mogę go lepiej dostrzec, a raczej jego ubrania i potwierdza się moje przypuszczenie.
Idę dalej nie zwracając już najmniejszej uwagi na nieznajomego. Droga do końca alejki mija mi dość szybko. Oczywiście dziwi mnie fakt, że chłopak na samym początku szedł szybko, tak jakby chciał mnie dogonić i bez problemu mógł wyprzedzić, jeśli gdzieś mu się spieszyło, ale nagle zwolnił i do tej pory podąża za mną w dość bliskiej odległości.
— Hej, zgubiłaś się mała? — Wypowiada te słowa akurat w momencie, kiedy z końca alejki wychodzi dwóch innych mężczyzn zagradzając mi drogę.
Właśnie w tej chwili nachodzą mnie złe przeczucia.




Hejka! Wiem, dość długo mnie nie było, bo po maturach zajęłam się trochę świętowaniem, trochę zapisami na studia. Jakoś udało mi się dokończyć ten rozdział, na następny miałam pomysł od roku, więc myślę, że problemu z nim nie powinno być. Na początku rozdział 13 miał być dłuższy, ale wyszedłby za wielki. xD Postanowiłam podzielić go na dwa posty. Uwielbiam takie zakończenie każdego z nich, choć jako czytelniczka może nie bardzo. Nie wiem, czy chapter 13 wyszedł taki, jak powinien. Co o nim myślicie?

1 komentarz:

  1. Hej kochana! :3
    Doskonale rozumiem Catię. Tak jak ona nie znoszę biegać. Chyba kondycja mi siada (kiedyś byłam energicznym dzieckiem) xd
    Marisa nie powinna przejmować się zdaniem Catii na temat spotkania z Lauren. To w sumie nie jej sprawa. Bohaterka nie widziała dawnej przyjaciółki przez bardzo długi okres i to nic dziwnego, że chciała się z nią spotkać. Dlatego też trochę mnie zdziwiło, że ją okłamała. Na jej miejscu powiedziałabym prawdę i nie przejmowała się, czy Catia ma coś przeciwko.
    Dziewczyny rzeczywiście musiały się bardzo zmienić, skoro żadna nie rozpoznała tej drugiej. Z drugiej strony nie wydaje mi się, że nie było nic, co mogłoby wskazywać, że to właśnie ta konkretna osoba. No ale kto wie ;)
    Nie dziwię się, że Marisa nie była taka... przekonana? W końcu nie widziała się z Lauren bardzo długo i nie dziwota, że, jak to powiedziała, musi ją teraz poznać na nowo. Ludzie z wiekiem się zmieniają.
    Wiedziałam, że o tym kolesiu nie zostało wspomniane ot tak. Tak coś czułam, że odegra jakąś ważną rolę w tym rozdziale. Ciekawe tylko kim on jest. I kim są jego towarzysze. Czego chcą od Marisy? Teraz zastanawiam się, czy czasem nie mają związku z blondynem, którego imienia nadal nie znam (no chyba że było wspomniane a ja nie pamiętam xd). A może ją porwą? Byłoby ciekawie ;)
    No nic, czekam na nn. Potopu weny twórczej życzę i pozdrawiam cieplutko xoxo :*
    Maggie

    OdpowiedzUsuń